Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Canpol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Canpol. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 czerwca 2017

Karuzela Canpol "Piraci" - nie tylko dla chłopców!

Lalki i gotowanie dla dziewczynek, samochody i majsterkowanie dla chłopców. Co sądzicie o takim podziale? Zabawki przypisane do płci. Szufladkowanie i stereotypy niemalże od pierwszych dni życia. Dla mnie, przyznam szczerze, jest to absurd. Postanowiłam dać temu wyraz zgłaszając się do testowania karuzeli do łóżeczka "Piraci", w ramach programu "Blogosfera" organizowanego przez firmę Canpol.


Sama jako dziecko bawiłam się praktycznie wszystkim. Lalki, samochody, klocki. Fryzjer, kuchnia, warsztat samochodowy, sklep. Trzepak, piłka, chodzenie po drzewach, ale i gry komputerowe. Wszystkiego po trochu. Jestem moim Rodzicom bardzo wdzięczna za tę dowolność. Za to, że cierpliwie znosili moją kolekcję kilkudziesięciu resoraków i ani razu nie próbowali mi tłumaczyć że "przecież samochodami bawią się chłopcy". Za każdy mecz piłki nożnej obejrzany z Tatą. Być może dzięki takiemu podejściu nie dostaję wysypki na samą myśl o wymianie żarówki w samochodzie i doskonale wiem na czym polega "spalony". Takim rodzicem chcę być dla naszej Perełki - podsuwającym różne rozwiązania - i niech ona sama zdecyduje co ją interesuje, a co niekoniecznie. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że styl marynistyczny, kotwice i piraci to motywy typowo chłopięce - ale czy naprawdę muszę decydować za swoje dziecko? Może dziewczynka też chce zostać piratem? ;)



Karuzela "Piraci" firmy Canpol trafia do nas w estetycznym pudełku. Pierwsze wrażenie: świetny pomysł na prezent! Nieduży, zgrabny kartonik, ładnie wyeksponowane maskotki, będące elementem karuzeli - wymarzony podarek np. z okazji narodzin dziecka lub na ostatnio coraz bardziej modne "baby shower". Otwieram opakowanie i zabieram się za montaż karuzeli. Sprawa jest intuicyjna, wręcz banalnie prosta, ale gdyby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości - na odwrocie opakowania znajdzie czytelną instrukcję składania zabawki. Montaż karuzeli na łóżeczku również nie przysparza żadnych trudności, a mocowanie będzie pasowało do różnych typów szczebelków. Miałam drobne obiekcje czy mocne dokręcenie karuzeli do łóżeczka nie uszkodzi farby na szczebelkach, ale moje obawy okazały się zupełnie bezpodstawne. Karuzelę instalowałam na dwóch naszych łóżeczkach i żadne z nich nie ucierpiało.




Karuzela "Piraci" składa się z powleczonego pluszem ramienia z lusterkiem oraz czterech zwierzaczków - maskotek wyposażonych w grzechotki i piszczałki. Każdy z pluszaków może być w łatwy sposób odczepiony i bez obaw może służyć jako osobna zabawka. Zwierzaczki mocowane są do ramienia za pomocą rzepów, przy czym po odłączeniu ich od karuzeli na pluszaku zostaje miękka część rzepa, więc dziecko na pewno się nie podrapie. Ta możliwość rozłożenia karuzeli "na części pierwsze" czyni ją zabawką bardzo uniwersalną, bo nawet gdy dziecko "wyrośnie" już z karuzeli jako całości, z pewnością nadal będzie się chętnie bawić samymi zwierzaczkami. Karuzela jest oczywiście wyposażona w element grający i kręcący ramieniem. Melodii jest 12, są one dość krótkie i płynnie przechodzą jedna w drugą. W moim odczuciu są one dość szybkie i mogłyby nie zadziałać na dziecko usypiająco (przynajmniej w naszym przypadku im się to nie udaje), ale do zabawy i do przyciągania uwagi są doskonałe.




 

Jak karuzela "Piraci" firmy Canpol sprawdza się u nas? Perełka bardzo ją polubiła, chociaż na początku wyraźnie była w szoku - wszak to jej pierwsza tego typu zabawka w życiu. Choć producent zaleca montaż karuzeli w takiej odległości, by dziecko nie mogło do niej dosięgnąć, w naszym przypadku początkowo ten kontakt fizyczny był, dopiero później opuściliśmy materac w łóżeczku na niższy poziom. Dzięki temu mamy jednak dokładnie przetestowaną solidność konstrukcji. Karuzela była bowiem szarpana z pełną mocą (oczywiście z moją asekuracją, na wszelki wypadek) i zniosła to z godnością. Intensywność zabawy można ocenić po zdjęciach - nieostre, rozmazane i mało czytelne. Bo zwierzaki na karuzeli dostały dodatkowego "kopa" - chyba same nigdy nie sądziły, że będą obracać się tak szybko. Tak więc konstrukcja solidna, buźka dziecka uśmiechnięta.





Perełka szczególnie upodobała sobie pastwienie się nad poszczególnymi pluszakami na karuzeli. Były gryzione, szarpane, maltretowane. Żadnemu z nich finalnie nic się nie stało, żadnej dziurki, rozprucia czy strzępiących się materiałów. To kolejny dowód na to, że zabawka jest bezpieczna, nawet dla bardziej hmmm... "aktywnego" malucha. Dodatkowo, choć pewnie producent tego nie pochwali, przerobiłyśmy nieco karuzelę, dostosowując ją do aktualnych potrzeb. Pogoda była piękna, aż prosiło się żeby jak najwięcej czasu spędzać na świeżym powietrzu. Tylko dlaczego karuzela miałaby zostać w domu, skoro jest taka fajna i dziecko ją lubi? Pałąk mocujący karuzelę do łóżeczka został więc tymczasowo zastąpiony kawałkiem sznurka i klipsem. Dzięki temu karuzela mogła zawisnąć na jabłonce i umilać nam zabawy​ na kocu. Uważam, że można sobie pozwolić na lekkie modyfikacje, o ile jest to bezpieczne i funkcjonalne. Czemu nie?




Ogólnie gdybym miała wystawić karuzeli "Piraci" ocenę w szkolnej skali od 1 do 6, byłaby to 5+. Malutki minusik tylko za żwawe melodyjki, które moim zdaniem nie sprzyjają wyciszeniu dziecka i jego zaśnięciu - ale do radosnej zabawy są idealne. Z czystym sumieniem mogę polecić tę zabawkę. Niebawem na świat przyjdzie dziecko mojej bliskiej znajomej - już wiem jaki prezent im kupię! 

wtorek, 25 kwietnia 2017

Blogosfera Canpol - dziewczynka też chce zostać piratem!

Znacie mnie już na tyle, że na pewno dobrze wiecie, że przy każdej okazji trąbię na prawo i lewo żeby wspierać nasze, polskie… Tak się akurat składa, że mamy na naszym rynku firmę, która powstała tuż po transformacji systemowej, czyli istnieje na rynku już ponad 25 lat. Ćwierć wieku doświadczenia! Oczywiście chodzi o Canpol (KLIK), niekwestionowanego lidera rynku akcesoriów dla niemowląt. Założę się, że ciężko jest znaleźć w Polsce mamę, która nie ma w swojej „kolekcji” butelki, smoczka czy też zabawki z Canpolu – a to wszystko ze względu na wysoką jakość, przystępne ceny i powszechną dostępność produktów tej firmy.





Dodatkowo trzeba pamiętać o tym, że Canpol często organizuje konkursy dla rodziców, zarówno na portalu (KLIK), jak i na swoim profilu na Facebooku (KLIK) – warto trzymać rękę na pulsie i brać czynny udział w akcjach! Oprócz tego Canpol prowadzi też program Blogosfera, w ramach którego blogujące mamy mogą testować i recenzować produkty, a także organizować konkursy dla swoich czytelników, z rewelacyjnymi nagrodami, od Canpolu oczywiście. Ja również chciałabym dorzucić swój kamyczek do tego ogródka i znów próbuję szczęścia w Blogosferze. Jeśli Wy też chciałybyście spróbować swoich sił, pamiętajcie: zgłaszamy się pod adresem http://canpolbabies.com/pl/blogosfera.  W tym miesiącu można testować karuzelę na łóżeczko "Piraci" lub też zorganizować na swoim blogu konkurs z karuzelą jako nagrodą. Moja Perełka nie należy do dzieci mało energicznych i jestem ciekawa czy wspomniana karuzela będzie potrafiła skupić jej uwagę i zapewnić spokojny wypoczynek. Powiecie, że piraci to motyw typowo chłopięcy. A ja zapytam: dlaczego? Precz ze stereotypami! Sama jako dziecko chętnie bawiłam się samochodzikami, więc czemu miałabym decydować za moje dziecko czy ma fascynować się tylko lalkami i kucykami?



Tym razem chciałabym nie tylko przetestować i zrecenzować karuzelę na blogu, ale również zorganizować dla Was konkurs. Wiem, że będą chętni, bo nagroda jest wyjątkowo kusząca! Zatem trzymajcie kciuki!

niedziela, 12 lutego 2017

Stymulujemy rozwój niemowlęcia z matą Canpol "Kolorowy Ocean"

Rozwój maluszka możemy i powinniśmy wspierać już od pierwszych tygodni życia. Na to nigdy nie jest za wcześnie, nawet jeśli maluszek jeszcze nie wykazuje większego zainteresowania zabawkami lub jeszcze samodzielnie ich nie chwyta. Naszej Perełce wprowadzamy różnego rodzaju zabawki już od samego początku, a od niedawna korzystamy też z pomocy wielofunkcyjnej maty Canpol "Kolorowy Ocean", którą otrzymaliśmy do przetestowania w ramach programu Blogosfera.


Wybór mat edukacyjnych dla niemowląt jest bardzo szeroki: kontrastowe, kolorowe, ze światełkami, z pianinkiem. W przypadku maty "Kolorowy Ocean" firmy Canpol pozornie mamy do czynienia ze standardową matą z pałąkiem i wiszącymi na nim zabawkami, jednak przy bliższym zapoznaniu okazuje się ona być produktem, który możemy wykorzystywać na trzy sposoby:
  1. jako rozłożoną na płasko matę
  2. jako kojec ze ściankami
  3. jako wkładkę do łóżeczka

Mata "Kolorowy Ocean" trafia do nas w wygodnym pokrowcu wykonanym z przezroczystego tworzywa. Dzięki sznurkowemu uchwytowi można go łatwo przenosić. W naszym przypadku jest to bardzo istotne, bo często wyjeżdżamy na działkę, więc łatwość spakowania i przeniesienia maty do samochodu jest dla nas na wagę złota. Jest ona intuicyjna w obsłudze, dzięki rzepom i plastikowym klamerkom do montowania pałąka możemy szybko i sprawnie rozłożyć ją do pożądanej postaci.



Mata rozłożona na płasko może się pochwalić imponującymi rozmiarami, dzięki czemu nawet większe dziecko będzie miało mnóstwo miękkiej i przyjaznej powierzchni do brojenia. Taki układ jest też korzystny dla dzieci, które już chętnie leżą na brzuszku i komfortowo czują się w tej pozycji.


Rzepy umieszczone "od spodu" maty pozwalają sprawnie przekształcić ją w sprytny, materiałowy kojec. Są one zabezpieczone paskami tkaniny, dzięki czemu "ostra" część rzepa nie podrapie dziecka i nie zniszczy materiału, o który mogłaby zahaczyć. Gdy chcemy skorzystać z rzepów, po prostu materiałowe paski odrywamy i rzep jest gotowy do akcji. Postać kojca jest tą, z której na razie korzystamy najczęściej. Perełka bardzo lubi bawić się leżąc na wznak, ale jednocześnie chętnie rozgląda się na boki. Mata "Kolorowy Ocean" zapewnia jej wtedy dodatkowe bodźce - można dotknąć, popatrzeć, przejrzeć się w lusterku. Dodatkowo kojec jest przydatny, gdy np. mamy rozszczelnione okno, a nie chcemy żeby dziecko ucierpiało w kontakcie z chłodnym powietrzem. Oczywiście mata pancerna nie jest i nie do tego została stworzona, ale w warunkach działkowych już niejednokrotnie ochroniła nasze maleństwo przed chłodniejszym powietrzem, które wpadło do domu chociażby w momencie wpuszczania gości.




Matę "Kolorowy Ocean" można także, dzięki dopasowanym wymiarom, zastosować jako wkładkę do dziecięcego łóżeczka. Celowo nie mówię tu o ochraniaczu na szczebelki, choć po części i taką funkcję może pełnić. Ochraniacz kojarzy mi się bardziej z zabezpieczeniem twardych boków łóżeczka na czas snu. Nie liczyłabym jednak na to, że dziecko na takiej macie zaśnie snem kamiennym, w końcu otaczające je atrakcje raczej na to nie pozwolą. Niemniej jednak jest to ciekawe rozwiązanie, które uprzyjemni dziecku czas pobytu w łóżeczku, a może i przekona maluszki, które do samego przebywania w łóżeczku mają awersję.


Skoro już napomknęłam o atrakcjach, które oferuje dziecku mata "Kolorowy Ocean", warto wspomnieć o imponującej ilości elementów szeleszczących (chmurki, słońce, koralowce). Nasza Perełka jest zafascynowana szeleścikami i z ogromnym zacięciem "uruchamia" wszystkie szeleszczące elementy zarówno rączkami, jak i wierzgając nogami... Mata jest także wyposażona w lusterko, dwie grzechotki (krab na pałąku i krab na płaskiej powierzchni), dwie piszczałki (rybka na pałąku oraz rozgwiazda na macie) oraz ośmiorniczkę na pałąku, która gra melodię. Wszystkie trzy zabawki na pałąku można łatwo zdjąć (są zapinane na rzep), zamienić miejscami lub po prostu dać dziecku do ręki. Dodatkowo na macie znajdują się elementy zachęcające dziecko do poznawania różnych kształtów i faktur: odstające macki ośmiornicy czy płetwy ryb, metki na rozgwieździe, haftowane bąbelki powietrza. Już sam fakt zastosowania różnych materiałów sprawia, że dziecko rozwija zmysł dotyku. Co więcej, zastosowane materiały są łatwe do utrzymania w czystości, wystarczy przetrzeć wilgotną chusteczką (sprawdziłam!). Matę charakteryzuje żywa kolorystyka, z przewagą kolorów: zielonego, niebieskiego i żółtego. Ale to nie wszystko - mata ma dla maluszka jeszcze jedną atrakcję - po oceanie żegluje jacht z odstającą flagą na maszcie (idealną do miętoszenia) oraz z dwoma plastikowymi kółeczkami na gumce, za które można do woli ciągnąć. I w ten oto sposób mata "Kolorowy Ocean" rozwija u maluszka zmysł wzroku, słuchu i dotyku.











 Czy widzę jakieś minusy? Tylko sprawy czysto kosmetyczne. Melodyjka w ośmiornicy mogłaby być dłuższa, choć to oczywiście kwestia gustu. Na upartego mogłabym się też przyczepić do szczegółów jakościowych, np. bardzo szybko zmechaciła się bawełna w paski, na dole maty. Owszem, moje dziecię intensywnie pracowało w tym miejscu nogami, ale mimo wszystko takie zużycie po trzech tygodniach troszkę zaskakuje. Na szczęście golarka do swetrów załatwi sprawę :-)




Ogólnie rzecz ujmując, z maty Canpol "Kolorowy Ocean" jesteśmy bardzo zadowoleni. Stała się ona podstawowym elementem zabawy naszej Perełki, wspiera jej rozwój każdego dnia. Nieważne czy jesteśmy w domu, czy na działce - mata jeździ z nami. Dziecina jest zadowolona, uśmiechnięta, chętnie spędza czas na macie, również zupełnie bez udziału innych osób. Wcześniej to było nie do pomyślenia, żeby przez dłuższy czas sama się sobą zajmowała. Tu natomiast chwyta, kopie, szeleści, słucha, patrzy, przegląda się w lusterku - nie ma mowy o nudzie! Znacznie chętniej leży też na brzuchu, bacznie przyglądając się poszczególnym elementom maty. Jestem przekonana, że z każdym dniem, tygodniem, miesiącem będzie odkrywała jej kolejne możliwości. Matę Canpol mogę śmiało polecić wszystkim rodzicom, którym zależy na wszechstronnym rozwoju maluszka. Bo czy można stymulować rozwój niemowlęcia lepiej niż poprzez zabawę?

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Wkładki laktacyjne - które wybrać? Test!

Jeszcze rok temu nawet na dobrą sprawę nie byłam świadoma istnienia takiego wynalazku. Wiedza na ten temat po prostu nie była mi do niczego potrzebna. Gdy szczęśliwie zaszłam w ciążę i zaczęłam chłonąć wiedzę związaną z macierzyństwem, okazało się, że one istnieją! Wkładki laktacyjne, bo o nich mowa, to obowiązkowy element wyposażenia każdej mamy karmiącej piersią. Podstawa codziennej ochrony ubrań przed pojawieniem się krępujących "przecieków z cyca". Na rynku jest ich całe mnóstwo. Czym się różnią i które wybrać?


Specjalnie dla Was zebrałam w jednym miejscu swoje doświadczenia z wkładkami laktacyjnymi, które miałam okazję przetestować, bo albo najzwyczajniej w świecie je kupiłam, albo dostałam próbkę na warsztatach dla rodziców albo też... wygrałam je w konkursie ;-) Moje opinie są obrzydliwie subiektywne ;-) Zapraszam! :-)


NUK Classic


Wkładki laktacyjne NUK Classic kupiłam jako pierwsze, jeszcze kilka miesięcy przed porodem. Nie lubię zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę. Do zakupu zachęciła mnie renoma marki oraz dostępność opakowań promocyjnych - 2 w cenie 1. Wkładki NUK są standardowej grubości, z jednym niedużym przylepcem, który jednak dobrze mocuje wkładkę do biustonosza. Ich kształt sprawia, że dobrze dopasowują się do ciała. Miękka powłoka w kontakcie ze skórą nie powoduje żadnych podrażnień. Chłonność jest bez zarzutu, nie zdarzyło mi się, żeby przeciekły, a zużyłam już prawie 4 opakowania. Dobry, solidny produkt w przyzwoitej cenie. Niewykluczone, że będę jeszcze po nie sięgać.


Johnson's baby


W przypadku wkładek Johnson's baby miałam do dyspozycji jedynie próbkę, otrzymaną na warsztatach dla przyszłych rodziców. Ale czasami i próbka wystarczy żeby zorientować się czy mamy do czynienia z wartościowym produktem. Pierwsze, co przykuło moją uwagę i jednocześnie bardzo mnie zaskoczyło, to niesamowita sztywność wkładek Johnson's. Bałam się, że będą one najzwyczajniej w świecie niewygodne. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że w kontakcie ze skórą nabrały one miękkości, a dzięki idealnemu wręcz wyprofilowaniu doskonale przylegały do ciała. Warto zaznaczyć, że miały one zdecydowanie najmniejszą średnicę ze wszystkich wypróbowanych przeze mnie wkładek, ale nie wpłynęło to negatywnie na ich chłonność. Czy kiedyś je kupię? Nie jest to wykluczone.


Babydream fur Mama (Rossmann)


Popularna sieć drogerii ma w swojej ofercie wkładki laktacyjne sprzedawane pod marką własną - Babydream. Są to standardowej grubości wkładki, jedynie bardzo delikatnie wyprofilowane, wręcz płaskie. Przylepiec trzyma dobrze, więc wkładki nie przesuwają się w biustonoszu. W trakcie używania dochodzi do oddzielenia warstwy bezpośrednio przylegającej do ciała od warstwy chłonnej. Nie wiem, czy jest to celowy zabieg, czy tez niekoniecznie, w każdym razie w żaden sposób nie wpływa to ujemnie na wygodę i funkcjonalność. Wkładki Babydream są chłonne i dobrze chronią bieliznę, więc spełniają swoją podstawową funkcję. Dodatkowo mają wygodny kartonik z perforowanym otwarciem. Są atrakcyjne cenowo, zwłaszcza gdy akurat są w promocji - wtedy warto się "zatowarować" na zapas. Ja właśnie tak zrobiłam, w szafce czeka chyba z 5 opakowań. Na noc i do użytku domowego - rewelacja.


Babydream fur Mama Premium (Rossmann)


Kolejne "dziecko" drogerii Rossmann to wkładki Babydream Premium. Spory, fioletowy kartonik zapowiadał się obiecująco. W środku znajdujemy 30 wkładek o niespotykanie dużej średnicy. Każda z nich ma dwa przylepce, co gwarantuje doskonałe trzymanie w biustonoszu. I na tym niestety kończy się ich "premiumowatość". Zużyłam już pół opakowania i za każdym razem wkładki rozklejały się do tego stopnia, że można było rozłożyć je na czynniki pierwsze. Jeśli mam się zastanawiać czy przypadkiem jakiś drobny fragment wkładu chłonnego nie dostanie się do buzi albo nosa Perełki, to chyba wolę odłożyć te wkładki w kąt. Albo zużyję je w nocy, gdy przerwa między karmieniami jest znacznie dłuższa. Chciałabym wierzyć, że trafiło mi się jakieś wadliwe opakowanie, ale nie wiem czy odważę się kupić kolejne. A mogło być tak fajnie...


Chicco Natural Feeling 


Wkładki Chicco Natural Feeling wpadły w moje szpony podczas kolejnych warsztatów dla przyszłych rodziców, kiedy to firma Chicco ufundowała dla wszystkich uczestników bardzo przydatne pakiety w postaci próbki wkładek laktacyjnych i butelki, która bardzo nam się przydała w szpitalu, gdy zaordynowano dokarmianie Perełki mieszanką (brrr). Ale wracając do tematu - wkładki Chicco są pakowane pojedynczo w folię, co umożliwia łatwe i higieniczne transportowanie ich w torebce lub kosmetyczce. Są one wyjątkowo cienkie i mają nietypowy, nieregularny kształt. Zaskoczyło mnie to, że po bokach mają one zainstalowane cieniutkie gumeczki, jak w pieluszkach jednorazowych. Dzięki temu rozwiązaniu potrafią się one idealnie dopasować do kształtu piersi. Dodatkowo został tu zastosowany wkład podobny do tego z pieluszek, więc pomimo tego, że wkładka wygląda na delikatną, zapewnia imponującą chłonność i uczucie suchości. Komfortowe i skuteczne, a do tego producent deklaruje, że mają właściwości antybakteryjne. Z przyjemnością skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie, o ile cena mnie nie odstraszy.


Canpol EasyStart Aloe Vera



Rodzimy producent ma do zaoferowania coś całkiem ciekawego, wyróżniającego się na tle pozostałych testowanych przeze mnie wkładek. Próbkę otrzymałam podczas targów w jednym z warszawskich sklepów - to też świetny sposób na promocję marki. Wyciąg z aloesu zawarty we wkładkach laktacyjnych Canpol EasyStart Aloe Vera ma za zadanie zapobiegać podrażnieniom. To rozwiązanie, z którym nie spotkałam się wcześniej w tego typu produkcie. Ogólnie wkładki Canpol Aloe są cienkie i mają bardzo szeroki przylepiec, więc doskonale trzymają się biustonosza. Podobnie jak omawiane wcześniej Chicco, są one pakowane pojedynczo, a więc świetne do transportu. Również i tu producent zastosował specjalny wkład absorbujący wilgoć, zbliżony do tego w pieluszkach. Wkładki są chłonne i dobrze chronią bieliznę, a przy tym są pod nią praktycznie niewidoczne, doskonałe na wyjście z domu. Zastanawia mnie tylko fakt, że próbka testowana przeze mnie dość szybko się rozwarstwiła. Chętnie wypróbuję te wkładki raz jeszcze, żeby przekonać się czy był to jednorazowy incydent, bo gdyby nie to, byłyby idealne.


Lovi Discreet Elegance


Wkładki Lovi Discreet Elegance jako jedyne trafiły do mnie w wyniku moich działań konkursowych. Bardzo ucieszyłam się z tej wygranej, bo wcześniej jakoś nie miałam okazji natknąć się na nie w sklepie. W kartoniku znajdują się dwie nieduże paczuszki, po 20 wkładek każda. Wkładki pakowane są pojedynczo, w folię o wzorze bardzo miłym dla oka. Taki sposób pakowania oczywiście sprawia, że wkładki można w prosty sposób zabrać ze sobą np. do torebki, zachowując przy tym maksimum higieny. Lekko nieregularny kształt i zastosowanie cieniutkich gumeczek (podobnych do tych we wkładkach Chicco) powodują, że wkładki te doskonale przylegają do ciała. Są przy tym tak niewyobrażalnie cienkie, że zupełnie nie odznaczają się pod bielizną. Można więc śmiało sięgać po zmysłowe koronki (tak tak, takie biustonosze dla karmiących mam też można znaleźć), w końcu nazwa Discreet Elegance do czegoś zobowiązuje! Pozornie delikatna konstrukcja wkładek Lovi wcale nie oznacza, że są one mniej funkcjonalne. Zastosowanie specjalnego wkładu chłonnego zapewnia maksimum komfortu. Nic nie przecieka, a skóra pozostaje sucha. Szczerze? Jak dla mnie - rewelacja. Komfort, wygoda i wygląd w jednym.


Wkładki wielorazowe Pupus


Wielorazowe wkładki laktacyjne Pupus kupiłam na próbę, niejako w ramach eksperymentu. Jedna para jest wykonana z minky (serduszka), a druga z materiału PUL (ptaszki), natomiast wewnątrz znajduje się frotte bambusowa. Jak się ich używa? Bardzo wygodnie! Są miękkie i delikatne dla skóry, a do tego odpowiednio wyprofilowane. Raczej nie zapewniają aż takiego komfortu suchości jak wkładki jednorazowe, albo też po prostu trzeba je częściej zmieniać. Zdecydowanym plusem jest to, że można je łatwo przeprać ręcznie lub w pralce, po czym wkładki dość szybko schną i są gotowe do ponownego użycia. Jako że nie generują tylu odpadów, co wkładki jednorazowe, można śmiało uznać że jest to rozwiązanie znacznie bardziej ekologiczne. Jest też ono bardziej ekonomiczne, bo kilka par wkładek z powodzeniem wystarczy nam na cały okres karmienia piersią. Ja niestety na razie mam tylko te dwie pary, więc używam ich wymiennie z wkładkami jednorazowymi. Chociaż kto wie, może pewnego dnia stanę się troszkę bardziej "eko" i w 100% przerzucę się na wielorazówki?


Jak widać, wybór wkładek laktacyjnych jest bardzo szeroki, przy czym oczywiście na razie przetestowałam tylko część produktów dostępnych na rynku. Niemniej jednak taka różnorodność powoduje, że każda z karmiących mam znajdzie produkt dla siebie, odpowiadający swoim potrzebom i adekwatny do zasobności portfela. Ja oczywiście mam tu swoich faworytów, zarówno do użytku domowego, jak i na wyjście z domu. A jakie są Wasze doświadczenia z wkładkami laktacyjnymi? Jakie jeszcze warto wypróbować? Chętnie poznam Wasze opinie!