Nie od dziś wiadomo, że spodziewamy się z Ukochanym córeczki, Perełki. Perełka oczywiście ma już wybrane imiona, ku naszemu zadowoleniu rozwija się prawidłowo. Dramatycznie też skraca się czas, w którym do nas dołączy. Wg terminu - niecały miesiąc, ale jako że Perełka ustawiła się pupą do "wyjścia" i nic nie wskazuje na to, żeby miała się jeszcze obrócić do prawidłowej pozycji ewakuacyjnej - grozi nam poród przez cesarskie cięcie, czyli zapewne poznamy się bliżej jeszcze przed terminem...
Ale do rzeczy. Ku zdziwieniu, a czasami i przerażeniu dalszego otoczenia (bo rodziny już nic nie zaskoczy) w perełkowej wyprawce oprócz słodkiego różu, motywu misiów i króliczków pojawiają się też masowo... dinozaury. Wprawdzie wyginęły już dawno temu, ale na niemowlęcej garderobie i akcesoriach na szczęście mają się świetnie. Dlaczego na siłę uszczęśliwiam małą dziewczynkę dinozaurami? Sprawa jest banalnie prosta i jednocześnie dość dziwaczna, jak ja i my wszyscy tu dookoła :-) Otóż wiele lat temu moja kochana Siostra nadała mi pseudonim operacyjny "Gad", ze względu na mój, nazwijmy to, specyficzny charakter :-) Na początku strasznie mnie to irytowało, później przywykłam, a jeszcze później to pokochałam, więc w moim otoczeniu zaczęły się pojawiać elementy z gadami, głównie biżuteria. Gdy natomiast okazało się, że jestem w ciąży, zanim jeszcze poznaliśmy płeć dziecka, zostało ono z miejsca ochrzczone "Małym Gadem" i moja Siostra rozpoczęła gorączkowe poszukiwania śpioszków, kaftaników i zabawek w krokodyle i przede wszystkim dinozaury właśnie. Tak oto odgórnie zapadła decyzja, że nasze maleństwo oprócz motywów typowo dziewczęcych, będzie "uszczęśliwione" również gadami różnej maści :-)
Jakie było moje zdziwienie i radość jednocześnie, gdy pewnego dnia buszując po Facebooku natknęłam się na zdjęcia przytulanek z mojej ukochanej konfiguracji materiałowej bawełna + minky, ale tym razem oprócz kotków, słoników i żyrafek (którym oczywiście też niczego nie brakowało) zobaczyłam mroczny obiekt pożądania. Długa szyja, grzbiet, ogon... Tak jest, dinozaur we własnej osobie! Autorem tego cuda okazała się przemiła pani z Leniuchowe minky (KLIK). Nie mogłam się powstrzymać :-) Ogromnym plusem zamówień u Leniuchowe minky jest to, że możemy dowolnie zestawiać wybrane przez siebie wzory i kolory materiałów, w ramach dostępnego katalogu. To daje pole do popisu. Zdecydowałam się na połączenie bawełny w czarno-białe zygzaki (czyli kontrastowe zestawienie kolorystyczne w sam raz dla zupełnego maluszka) z wrzosowym minky. Złożyłam zamówienie i cierpliwie czekałam. Realizacja trwała dosłownie chwilkę i już po paru dniach mogłam się cieszyć z przesyłki. W środku, oprócz upragnionego dinozaura, czekały na mnie aż trzy niespodzianki. Po pierwsze: gryzako - zawieszka przymocowana do tasiemek sensorycznych. Po drugie: dinozaur ma wszytą grzechotkę, jestem zachwycona! I po trzecie: w prezencie otrzymałam szeleścik wykonany z tych samych materiałów, więc mam super komplet zabawek. O wiele fajniejszy i bardziej funkcjonalny niż się spodziewałam! Jeśli zaś chodzi o samo wykonanie zabawki, jest ono absolutnie perfekcyjne. Poniżej możecie ocenić we własnym zakresie :-)
Gorąco zachęcam Was do zapoznania się z ofertą Leniuchowe minky (przypominam: KLIK). Jestem przekonana, że każdy znajdzie tam coś dla siebie i dla swojego dzieciątka - a możliwość współuczestniczenia w tworzeniu własnej zabawki (w postaci wyboru materiałów) daje nam dodatkową satysfakcję. Polecam! A tymczasem lecę szukać kolejnych dinozaurów :-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą minky. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą minky. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 13 października 2016
sobota, 8 października 2016
Wyprawkowo: cudaczny Cudak Mom’s Care – może też na prezent?
Tak się akurat składa, że wśród
naszych znajomych występuje właśnie istny wysyp dzieci. Nie umawialiśmy się, po
prostu tak wyszło. Ciągle okazywało się, że jeszcze ci spodziewają się
maluszka, a potem że tamci. Po prostu komedia ;-) Niedługo wybieramy się z
wizytą do jednego z takich maluchów, urodzonego w lipcu. Oczywiście podstawą
jest prezent dla nowego obywatela – to jest taka sama frajda jak kupowanie
gadżetów dla swojego rezydenta brzucha. Miałam już kupioną książeczkę
kontrastową i grzechotkę, ale brakowało mi jeszcze jednego elementu. Czegoś
oryginalnego, pomysłowego i wszechstronnego. Zaczęło się wertowanie Internetu…
Szukam, przeglądam, patrzę, a tu
takie dziwne coś: uszy (?), oczy, główka z lusterkiem, nóżki. Niezła
kombinacja, nie ma co! Producent słusznie nazwał to stworzenie Cudakiem. A
producent nie byle jaki, bo polski. Jak zapewne pamiętacie, jestem wielką fanką
polskich firm, bo trzeba wspierać to, co nasze. A tu, choć marka Mom’s Care brzmi
„obco”, jej właścicielem i producentem jest jak najbardziej krajowa firma Hencz
Toys. OK, zobaczymy… Na wszelki wypadek kupiłam dwie sztuki: jedną dla synka
znajomych, a drugą dla naszej Perełki, żeby nie była poszkodowana jak już
zdecyduje się do nas dołączyć. Samego Cudaka chyba muszę opisać w podpunktach,
żeby było czytelnie i żeby niczego nie pominąć…
A więc nasz Cudak Mom’s Care,
patrząc od góry, wygląda następująco:
- uszy wykonane są z jednej strony z materiału typu „dresówka”, a z drugiej - frotte
- jedno ucho ma plastikowy klips, przy pomocy którego zabawkę możemy zamocować np. do wózka
- drugie ucho ma plastikowy gryzak, który może też pełnić funkcję zaczepu i który wreszcie możemy zdemontować (ucho ma zapięcie na napę) i w jego miejsce wstawić np. ulubiony smoczek malucha lub cokolwiek innego – ogranicza nas tylko wyobraźnia i zdrowy rozsądek ;-)
- oczy – haftowane na materiale frotte – bezpieczne i fajne do „obłapiania” małymi paluszkami
- głowa – frotte, z wypełnieniem, grzechotką, lusterkiem (oczywiście z PVC) i metką producenta (same atrakcje!), do tego front główki jest czarno-biały, więc noworodkowi na pewno przypadnie do gustu
- jedna nóżka – front z minky, tył z czarno-białej bawełny plus miękkie wypełnienie i kolorowe metki
- druga nóżka – odwrotnie: przód z czarno-białej bawełny (ale inny wzór), a tył z minky plus również trzy metki – tylko tutaj w środku zamiast miękkiego wypełnienia mamy szeleszczący materiał
Muszę przyznać, że jestem pod
ogromnym wrażeniem jak wiele ciekawych, stymulujących rozwój maluszka,
elementów udało się producentowi „upchnąć” w jednej, tak niepozornej zabawce.
Tu naprawdę jest wszystko! Odnoszę wrażenie, że tak pomysłowej zabawki sensorycznej
w przedziale wiekowym 0+ jeszcze nie widziałam i jestem przekonana, że będzie
to hit u naszych maluchów. A póki co muszę Cudaka chować przed moim wścibskim
psem, bo jak coś jednocześnie szeleści i grzechocze, to na pewno trzeba to
„obejrzeć zębami”… :-)
Podsumowując, Cudak Mom’s Care
jest zabawką bardzo wszechstronną, wręcz idealną. Bardzo się cieszę, że
zdecydowałam się na zakup. Jest to doskonały pomysł na drobny prezent dla
każdego malucha, w ogóle nie ma się nad czym zastanawiać, no może nad wyborem
wersji kolorystycznej, bo oprócz różowej i niebieskiej (widocznych tu na
zdjęciach) jest jeszcze czerwona. Co więcej, asortyment Mom’s Care jest
znacznie szerszy i warto się z nim zapoznać (KLIK). Niektóre z
zabawek miałam ostatnio okazję oglądać w warszawskim sklepie Świat Dziecka i
jestem absolutnie zakochana w żyrafach (wybór jest trudny, bo są trzy – każda
piękna) i lisku – spirali na wózek czy też na łóżeczko. Zobaczcie, bo naprawdę
warto! Pomysłowe, wszechstronne, piękne, polskie – same plusy!
Kochani, przy okazji przypominam o konkursie,
w którym przy bardzo niewielkim wysiłku można wzbogacić się o komplet biżuterii
– szczegóły na FB: KLIK Zapraszam! Im
więcej się nas zbierze, tym szybciej będę w stanie przeprowadzić kolejny
konkurs, z ciekawą nagrodą od sponsora!
sobota, 24 września 2016
Wyprawkowo: postępujące uzależnienie od minky – czy to się leczy?
To już przestaje być śmieszne. Mam
obsesję na punkcie materiału minky i ciągle korci mnie żeby zamawiać nowe przytulanki.
Tylko dzięki resztkom silnej woli i ograniczonemu budżetowi nie zaopatrzyłam
się jeszcze w kocyk lub najlepiej od razu cały komplet do wózka, wraz z poduchą.
Niedawno pisałam o uroczym króliku La Millou, super fajnym serduszku autorstwa
Orchisa Handmade oraz o poduszce motylek marki MimiNu. Dziś pora na kolejne
dwie zdobycze, którym nie potrafiłam się oprzeć. Oto one!
Na gryzaki jest jeszcze o wiele za wcześnie.
Kto normalny kupuje gryzaczek dziecku, które jeszcze przynajmniej miesiąc
powinno grzecznie czekać w brzuchu? No ale fajny był, więc na co miałam czekać…
Zaopatrzyłam się w gryzak na bazie niemalowanego kółeczka z drewna klonowego.
Do tegoż kółeczka przytwierdzone są królicze uszy – z jednej strony minky, z
drugiej bawełna. Między nimi – szeleszczący materiał. Całość estetycznie
wykonana i na tyle zgrabna, że powinna się stabilnie trzymać w perełkowej łapce.
Na metce marka aaKUKU, na FB polecam szukać pod hasłem Eudemon. Tym razem spośród
kilku dostępnych wzorów wybrałam kolorystykę typowo dziewczęcą, tzn. malinowy
róż i kwiatuszki, przesłodko. Uznałam, że moja Perełka nie może mieć samej
mięty czy zieleni, w końcu coś różowego być musi, chociażby po to, żeby babcie
się nie czepiały, że wychowuję „chłopczycę”…
Było mi mało, w końcu jestem
pazerna. Szukałam dalej, tym razem czegoś kompaktowego, do zabawy, ale i do
wtulenia się. Jest! Niedużych rozmiarów przytulanka w kształcie kurki,
producent – Makaszka. Kurka również jest wykonana w już znany sposób, tj. z
jednej strony minky, z drugiej bawełna. Czubek i ogonek zostały zrobione z
kolorowych tasiemek, które będą pobudzały zmysły malucha. Dodatkowo, kurka
została wyposażona w plastikowy gryzak, który również może posłużyć jako
zawieszka do wózka czy łóżeczka. Tym razem wybrałam sobie wzór „Zielony Las”,
nie mogłam się oprzeć temu zestawieniu. Jak już dobrze wiecie, jestem za tym,
żeby wspierać polskich producentów, więc gorąco zachęcam do zapoznania się z
ofertą Makaszki – a jest w czym wybierać. Poduchy, kocyki, wkładki do wózka,
mufki… Moją absolutną faworytką jest poduszka Świnka Chudzinka – zresztą zobaczcie
sami… Niewątpliwą zaletą jest to, że można wszystkie wybrane artykuły zamówić w
tym samym wzorze, jednocześnie tworząc niepowtarzalny komplet akcesoriów dla
maleństwa. I w tym momencie człowiek żałuje, że domowy budżet nie jest z gumy,
bo chciałoby się zamówić i to, i to, i tamto…
Jak myślicie? Czy uzależnienie od
minkygadżetów jest uleczalne? Czy w ogóle powinno się je leczyć? Jestem
przekonana, że moja (tzn. mojej Perełki!) kolekcja będzie się powiększać,
zwłaszcza że z każdym dniem coraz bardziej doskwiera mi brak w tej kolekcji
jakiegoś przytulnego kocyka. Najlepiej na tyle dużego, żebyśmy mogły się pod
nim schować obie, jak już będziemy razem, w długie, jesienne wieczory. Nie mogę
się doczekać…
Kochani, przy okazji przypominam o konkursie,
w którym przy bardzo niewielkim wysiłku można wzbogacić się o komplet biżuterii
– szczegóły na FB: KLIK Zapraszam! Im więcej się nas zbierze, tym szybciej będę w stanie przeprowadzić kolejny konkurs, z ciekawą nagrodą od sponsora!
sobota, 10 września 2016
Wyprawkowo: serduszko minky od Orchisa Handmade
Pamiętam jak pewnego dnia pod
koniec drugiego trymestru miałam wyjątkowo podły humor. Nic mnie nie cieszyło,
nic mi się nie chciało, irytowały mnie nawet własne psy (podczas gdy normalnie
mam do nich anielską cierpliwość). Z całą pewnością doskonałym remedium byłoby
przynajmniej z pół tabliczki nadziewanej kokosowej czekolady, ale obiecałam
sobie, że nie będę jej jadła w ciąży, choć łatwo nie jest. Postanowiłam
poprawić sobie humor w drugi niezawodny sposób: małe zakupy.
Nie zwlekając zbytnio weszłam na
popularną platformę zakupową (kiedyś nazywaną raczej serwisem aukcyjnym) i w
wyszukiwarce wpisałam magiczne słowo „minky”. Mam słabość do tego materiału,
zresztą nie ja jedna - chyba wszystkie mamy za tym szaleją... Później już tylko złapałam się za głowę, bo wyszukiwanie
wyrzuciło tyle wyników, że nie było wiadomo od czego zacząć. Narzuciłam sobie
pewne kryterium cenowe (w końcu to miały być małe zakupy) i zabrałam się za
oglądanie. Kostki, szmatki sensoryczne, maskotki – do wyboru, do koloru. I
nagle jest: serduszko w kolorowe łapki. Kocie, psie, nie ma znaczenia. Na
własne potrzeby uznałam, że psie, bo mam na tym punkcie fioła. Psy zawsze będą
odgrywały w moim życiu ogromną rolę, nawet pojawienie się w domu upragnionego dziecka
tego nie zmieni.
Ale do rzeczy. Serduszko autorstwa
Orchisa Handmade jest niedużą
przytulanką, z jednej strony uszytą z bawełny, a z drugiej ze słynnego polaru
minky. W tym przypadku minky jest w delikatnym, miętowym kolorze, co tworzy
bardzo eleganckie połączenie kolorystyczne. Połączenie wielobarwnych łapek na
białym tle i miętowego minky jest na tyle subtelne i urocze, że chętnie bym
zobaczyła naszą Perełkę pod kocykiem uszytym z tych materiałów. Serducho jest
uzbrojone w tasiemki sensoryczne oraz plastikowy, lekko elastyczny gryzaczek,
który jednocześnie może posłużyć jako zawieszka do wózka czy łóżeczka. Całość
jest wykonana bardzo starannie i prezentuje się elegancko, co tylko utwierdziło
mnie w przekonaniu, że warto ufać niedużym manufakturom, nie trzeba bazować
jedynie na ofercie znanych marek. Orchisa ma w swojej ofercie też ciekawe kostki
sensoryczne. Nie ukrywam, że korci mnie żeby taką kostkę również dopaść w swoje
szpony i Wam ją zrecenzować, może jeszcze będzie okazja. A tymczasem serdecznie
zapraszam Was do odwiedzenia fanpage Orchisa [KLIK] – podziwiajcie, zamawiajcie,
cieszcie się zakupami. Warto wspierać niedużych producentów, bo każdy z nich
kiedyś zaczynał i każdy zasługuje na szansę. Poza tym gołym okiem widać, że
autorka włożyła w tę przytulankę nie tylko wysiłek, ale i (nomen omen) własne
serce.
środa, 7 września 2016
Wyprawkowo: królik La Millou
Jakimś dziwnym trafem ten temat jeszcze nie zagościł na moim
blogu. Nie zmienia to jednak faktu, że dość wcześnie, bo jeszcze pod koniec
pierwszego trymestru ciąży, zaczęłam się zbroić w różnego rodzaju ubranka,
zabawki, gadżety i akcesoria dla Perełki. Nie ukrywam, że trochę oszalałam na
tym punkcie, ku przerażeniu mojego Ukochanego, który chyba liczył na to, że
przy dziecku wystarczy wózek, śpioszki i paczka pieluch. Ja sama byłam trochę
zaskoczona ilością rzeczy, w które przyszli rodzice powinni się uzbroić, ale to
tylko i wyłącznie kwestia tego, że nigdy specjalnie nie zagłębiałam się w temat
kompletowania wyprawki dla noworodka.
Długouchy jegomość, o którym chciałabym dziś wspomnieć, może
i nie jest pierwszoplanowym, podstawowym elementem wyprawki, ale na pewno
ucieszy oko każdej przyszłej mamy, a później też jej maleństwa. To królik La
Millou,
przytulanka konstrukcyjnie bardzo prosta, ale i genialna w swojej prostocie.
Otóż mamy bezrękiego króliczka, wykonanego z polaru minky (wyraźne „wypustki”,
świetny sensorek) i bawełny (jedna strona uszu). Buzia królika jest wyszywana,
więc i bezpieczna dla maluszka. Całość sprawia bardzo miłe wrażenie, zarówno
dotykowo, jak i wizualnie. Wybór kolorów i wzorów jest bardzo bogaty, więc
każdy, nawet najbardziej wybredny rodzic, dopasuje coś do upodobań swoich i
dziecka (KLIK). Ale to nie wszystko. Królik La Millou odwiedza nas ubrany w
ekologiczny woreczek, ozdobiony serduszkiem wykonanym z tego samego
bawełnianego materiału co uszy zabawki. Maluszkowi pewnie będzie wszystko
jedno, ale na mamie taka forma prezentacji na pewno zrobi wrażenie. Sama już
zastanawiam się gdzie przyczepić serduszkowy bonus ;-)
Jeśli idziesz w odwiedziny do znajomego maluszka i masz
dylemat co kupić w prezencie, oto gotowe rozwiązanie. Eleganckie i zarazem praktyczne,
zrobi wrażenie zarówno na dziecku, jak i na jego rodzicach. Masz stuprocentową
gwarancję, że nie wyląduje w kącie tuż po twojej wizycie! Nie owijając w
bawełnę, królik jest uroczy. Po prostu uroczy, do schrupania. Aż człowiek sam
zaczyna żałować, że jest już stary, tzn. dorosły… I szczerze mówiąc nie mogę
się doczekać aż zobaczę naszą Perełkę otoczoną właśnie takimi pomysłowymi i
przesłodkimi zabawkami. Jestem pewna, że już niedługo królik La Millou stanie
się jej przyjacielem. A do tego czasu nie pozostaje mi nic innego jak ukrywać
go przed moimi psami, które też mają na niego ochotę…
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















