wtorek, 22 listopada 2016

Szkoła rodzenia – czego nas nauczy? (...) Witaj Perełko!

Pytania o szkołę rodzenia padają bardzo często. Zazwyczaj w kontekście czy warto, czy też raczej jest to strata czasu. Wśród znajomych spotkałam się z opiniami, że „rodzenie to naturalna sprawa i nikt nie musi kobiety uczyć jak to robić”. To oczywiście porażające spłaszczenie tematu, na które może sobie pozwolić chyba tylko osoba, która nie ma zielonego pojęcia o komentowanym przez siebie zagadnieniu. Bo czy szkoła rodzenia uczy rodzić? Sprawdziłam na sobie. I to podwójnie…




Szkoła Rodzenia przy Szpitalu Specjalistycznym im. Świętej Rodziny

Dla mnie był to wybór oczywisty – szkoła rodzenia przy szpitalu, w którym nasza Perełka przyjdzie na świat. Placówka przy ul. Madalińskiego w Warszawie, renomowana, „rzut beretem” od domu. Zresztą sama się tam urodziłam, więc dobrą tradycję trzeba kontynuować. Przy szpitalu prężnie działa też szkoła rodzenia. Kurs składa się z pięciu 3-godzinnych spotkań, raz w tygodniu (tak było za „moich czasów” – teraz widzę, że nastąpiła zmiana i zajęcia są 2 razy w tygodniu). Każde ze spotkań jest podzielone na część teoretyczną oraz ćwiczenia z fizjoterapeutą (po ok. 1,5h). Zajęcia są bezpłatne m.in. dla pań zameldowanych w Warszawie – po szczegóły zapraszam TUTAJ.

W ramach kursu spotykamy się z psychologiem, który objaśnia wagę obecności przy porodzie osoby towarzyszącej, a także roli ojca w opiece nad maluszkiem. Wykład ten otworzył oczy mojemu Ukochanemu i utwierdził go w przekonaniu, że warto aktywnie uczestniczyć w porodzie. Wtedy jeszcze liczyliśmy na poród siłami natury… Kolejne spotkanie było prowadzone przez dietetyczkę i dotyczyło diety w czasie ciąży (rychło w czas!) i karmienia piersią. Duży nacisk był położony właśnie na dietę w czasie ciąży i przybieranie na wadze – co chyba nie było aż tak potrzebne, skoro większość uczestniczek zajęć jest już raczej na finiszu ciążowej przygody. Myślę, że zdecydowanie większy nacisk można było położyć na odżywianie w czasie laktacji, bo z każdym dniem zauważam coraz więcej dziwnych teorii na ten temat i już sama powoli się gubię co będzie mi wolno jeść, a czego nie… Na kolejnych zajęciach poznaliśmy poszczególne etapy porodu. Były to bardzo przydatne zajęcia, zahaczające też o metody łagodzenia bólu porodowego i okres połogu. Bezcenna wiedza. Czwarte z zajęć prowadziła konsultantka laktacyjna. Poznaliśmy mechanizm laktacji i przystawiania dziecka do piersi. Przyszłe mamy miały możliwość przećwiczenia na udostępnionych przez szkołę lalkach różnych pozycji do karmienia, co niewątpliwie było ważne i potrzebne. Omówione zostały też ewentualne problemy, z którymi może się spotkać każda karmiąca mama. Dzięki temu moja wiedza jest już trochę większa i być może nie spanikuję gdy zauważę objawy np. nawału pokarmu. Ostatnie zajęcia prowadziła pielęgniarka noworodkowa, dotyczyły one pielęgnacji noworodka – kąpiel, przewijanie, ubieranie. Bardzo liczyłam na te zajęcia i chyba trochę się zawiodłam. Oczekiwałam więcej. Główny morał jest taki, że w kwestii pielęgnacji noworodka każdy ma swoją teorię – czy to odnośnie pielęgnacji kikuta pępowiny, czy używania emolientów. Rodzicu, sam musisz podjąć decyzję, bo zdań jest tyle, co wypowiadających się na dany temat osób…

Ale to tyle teoria. Po każdym wykładzie następowała część praktyczna – na sali z workami sako, matami i piłkami do ćwiczeń. Zajęcia prowadzone przez fizjoterapeutę, w naszym przypadku – sympatyczną panią w sile wieku. Cierpliwie uczyła nas technik oddychania wzdłuż fali skurczu i parcia. Gruntownie przeszkoliła naszych partnerów na okoliczność aktywnego uczestnictwa w porodzie – żeby wiedzieli jak nam pomóc, a nie siedzieli bezczynnie. Pokazała im również jak wymasować opuchnięte kobiece nogi. Na tych zajęciach poznaliśmy wiele przydatnych ćwiczeń, które później regularnie powtarzałam w domu. Na ostatnich zajęciach mieliśmy możliwość poznania zasad masażu Shantala i przećwiczenia tej techniki na lalkach. Ogólnie zajęcia te były bardzo przydatne i pozwalały nam nie tylko nauczyć się czegoś nowego, ale i przyjemnie spędzić czas.

Bajkowa Szkoła Rodzenia

Lubię wiedzieć, najchętniej jak najwięcej. Dlatego też jak tylko zorientowałam się, że w „moim” szpitalu odbywają się zajęcia jeszcze jednej szkoły rodzenia, nie zastanawiałam się ani chwili. Bajkowa Szkoła Rodzenia jest organizowana przez Centrum Medyczne CMP. Co ważne, zajęcia są bezpłatne, nie są też wymagane żadne dodatkowe zaświadczenia o zameldowaniu lub rozliczaniu podatku dochodowego w Warszawie. To ogromne udogodnienie chociażby dla „ciężarówek”, które w Warszawie mieszkają, ale nie mają tu meldunku. Dodatkowo, zajęcia Bajkowej Szkoły Rodzenia odbywają się w kilku lokalizacjach w Warszawie i Piasecznie, więc każdy znajdzie miejsce, które będzie mu najbardziej odpowiadało. Pełny kurs to 4 spotkania po ok. 2,5 godz., raz w tygodniu. Po szczegóły zapraszam TUTAJ.

Zajęcia w Bajkowej Szkole Rodzenia skupiają się głównie na teoretycznym przygotowaniu do porodu. Przez dwa spotkania bardzo sympatyczna położna z jednego ze stołecznych szpitali dokładnie tłumaczyła nam wszystkie zagadnienia związane z porodem i cierpliwie odpowiadała na wszystkie nasze pytania. W kolejnych tygodniach mieliśmy wykład dotyczący opieki nad noworodkiem (połączony z ćwiczeniami na lalkach), spotkanie z fizjoterapeutą oraz wykład na temat karmienia piersią (tu też można było przećwiczyć pozycje do karmienia na lalkach). Zajęcia bardzo przydatne, na pewno był to pożytecznie spędzony czas.

Osobiście zaskoczyła mnie jedna rzecz. Obie szkoły rodzenia odbywały się w tym samym szpitalu, ale… podczas Bajkowej otrzymaliśmy zestaw ulotek dotyczących szpitala, co w ogóle nie miało miejsca podczas zajęć „szpitalnych” – raczej spodziewałabym się sytuacji odwrotnej. Drobiazg, ale śmieszny. Druga różnica była jeszcze bardziej nurtująca. Podczas zajęć „szpitalnej” szkoły rodzenia pytaliśmy czy istnieje możliwość zobaczenia bloku porodowego i oddziału położniczego. Odpowiedź była negatywna. Trudno, widocznie takie są procedury w szpitalu. Jakie było moje zdziwienie, gdy na ostatnich zajęciach szkoły Bajkowej położna ze szpitala przerwała nam spotkanie i sama zaproponowała zwiedzanie porodówki, organizując nam swoistą wycieczkę po szpitalu, włącznie ze zwiedzaniem sal porodowych. Można? Można… Pytanie dlaczego dosłownie kilka tygodni wcześniej było to kompletnie niewykonalne… To tez sprawiło, że tym bardziej byłam zadowolona z decyzji o zapisaniu się również do Bajkowej Szkoły Rodzenia.

Czy warto?

Zwłaszcza przy pierwszym dziecku warto uczestniczyć w zajęciach szkoły rodzenia. Wprawdzie w dzisiejszych czasach wszystko można znaleźć w sieci, ale jednak nic nie zastąpi kontaktu z żywym człowiekiem, któremu można w każdej chwili zadać nurtujące nas pytania. Bardzo istotna jest też możliwość wykonania ćwiczeń praktycznych, zarówno tych z zakresu pielęgnacji i karmienia noworodka, wykonywanych na lalkach, jak i tych z fizjoterapeutą, które mają nam ułatwić poród. Z całą pewnością nie jest to strata czasu, a inwestycja. Możemy choć częściowo przygotować się do tego wielkiego wyzwania, jakim jest rodzicielstwo – więc nie zmarnujmy tej szansy.

Czy podejmę się oceny która z dwóch szkół była lepsza? Raczej nie, bo obie przekazały mi bezcenną wiedzę. Gdybym miała zapisywać się na zajęcia jeszcze raz, postąpiłabym tak samo. Bo niezmiennie jestem pazerna na wiedzę :-)


Teoria teorią, ale za dzień lub dwa przyjdzie mi zmierzyć się z praktyką. Dopiero wtedy zobaczymy jak to jest i czy dwie szkoły rodzenia i trzy sesje warsztatowe były w stanie przygotować mnie do ostatecznego starcia. Trzymajcie kciuki! ;-)

Aktualizacja: Tekst ten napisałam 12 listopada, ale nie doczekał się on publikacji w tamtym okresie. Następnego dnia z samego rana odeszły mi wody i (dziwnie spokojni) wyruszyliśmy w podróż do szpitala. Perełka przyszła na świat 13 listopada, jest moim największym szczęściem. Po ponad tygodniu opieki nad nią jestem w stanie powiedzieć z pełnym przekonaniem - szkoła rodzenia naprawdę dużo daje. I choć wiadomo, że zawsze pojawiają się jakieś wątpliwości czy dodatkowe pytania, ale przynajmniej na starcie mamy już jakąś częściową wiedzę, która naprawdę się przydaje. Gorąco polecam!

3 komentarze:

  1. Wydaje mi się, że macierzyństwo w oczach wielu osób jest jedną (z niewielu już) rzeczy, którą możemy robić totalnie bez przygotowania. Po co szkoła rodzenia, artykuły, książki, kursy, skoro kobiety od lat rodzą i wychowują dzieci? Ja jednak uważam, że z wiedzy dobrze jest korzystać. I sama też chodziłam do szkoły rodzenia. U mnie była to taka prywatna szkoła, ale darmowa pod warunkiem, że wybrało się od nich położna patronażową na wizyty po porodzie. Zajęcia wspominam świetnie, a i położna, która potem do mnie przychodziła była genialna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na początku gratuluję szczęśliwego przyjścia na świat Maleństwa :)
    Ja też bardzo doceniam zajęcia w szkole rodzenia! Po pierwsze to był dla mnie wspaniały czas spędzony razem z mężem na poznawaniu siebie i oswajaniu czekającej nas przyszłości. Podczas zajęć dowiedziałam się wielu praktycznych rzeczy i całe mnóstwo z nich wykorzystałam, zarówno przy porodzie jak i opiece nad dzieckiem. Rady, których udzielały nam położne, wynikały bardzo często z ich doświadczenia zdobytego podczas wieloletniej pracy. O pewnych rzeczach trudno byłoby przeczytać nawet w internecie ;) Tak więc polecam uczestnictwo w szkole rodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też chodziłam na szkołę rodzenia i sporo rzeczy na niej dostałam no i oczywiście wiedzę ;)

    OdpowiedzUsuń