poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Karmię piersią - z oszczędności i lenistwa!

Mleko mamy rewelacyjne jest i koniec kropka. Pomimo wielu lat badań i usilnych starań, nie udało się producentom mleka modyfikowanego dokładnie odwzorować jego składu. Jeszcze będąc w ciąży marzyłam o tym, żeby swojego maluszka karmić cycem. Bo to naturalne, bo tak najlepiej. Ale jeśli zastanowimy się dokładniej, okaże się, że powodów może być więcej...


Kasa, kasa...

Ogólnie dziecko kosztuje, to żadne odkrycie. Ktoś kiedyś oszacował ile kosztuje "odchowanie" dziecka aż do osiągnięcia przez nie pełnoletności. Była to na tyle zatrważającą kwota, że wolałam szybko zapomnieć ile wynosiła. Na pewno można to bez problemu wygrzebać w sieci, ale ja się już boję... W każdym razie była to kupa kasy i trzeba być tego świadomym decydując się na dziecko. Trzeba być także świadomym, że karmienie mlekiem modyfikowanym dodatkowo obciąża budżet. Zdążyłam się zorientować, że puszka mieszanki raczy kosztować kilkadziesiąt złotych, zwłaszcza jeśli chcemy postawić na wysoką jakość. Do tego dochodzą jeszcze wydatki na butelki, sterylizator, podgrzewacz. Oczywiście bez dwóch ostatnich można się obejść, ale zakładam, że są to sprzęty ułatwiające życie, więc wielu rodziców po nie sięga. W przypadku karmienia piersią koszty wynoszą... No właśnie, ile? W wersji podstawowej można uznać, że liczą się wydatki na wkładki laktacyjne i tubkę lanoliny na początek naszej mlecznej drogi. W wersji rozszerzonej możemy jeszcze dodać laktator, pojemniki lub woreczki do mrożenia pokarmu, osłonki na brodawki i inne wynalazki. Ale jeśli spojrzymy jedynie na "cenę" samego pokarmu, ten z cyca leci za free! To jest dopiero interes życia! Nie żebym żałowała własnemu dziecku, ale wolę pieniądze zaoszczędzone na mleku modyfikowanym przeznaczyć na coś ciekawszego - książeczkę, zabawkę, cokolwiek. No dobra, wydało się... Karmię piersią z oszczędności!

 Praca, praca...

Jezu, ile to się trzeba narobić! Zagotować i przestudzić wodę, odmierzyć proszek, wymieszać. Butlę wymyć, wyparzyć. Na wyjścia z domu i w trasie wojować z jakimś termoopakowaniem. Albo jeszcze gorzej... W nocy. Co w nocy, gdy maluszek zgłodnieje? Ogarniać wszystkie te czynności w półśnie czy kombinować jak można to sobie ułatwić? Jakaś woda w termosie? Odmierzone porcje mleka? Myślę, że rodzice są odpowiednio zmotywowani żeby opracowywać różne rozwiązania usprawniające karmienie mm. Ale ja jestem na to zbyt leniwa. Cyc jest rozwiązaniem dla obiboków. Wyciągasz na wierzch i... już. Podano do stołu! W podróży, w sklepie, na spacerze, w środku nocy. Cyc zawsze jest na miejscu, gotowy do działania. Jedzonko ciepłe, dopasowane do pory dnia, pory roku i układu plam na Słońcu. Boże, jakie to wygodne! Ale to nie wszystko... W pewnym momencie dziecko będzie już na tyle duże, że samo się do cyca doczłapie, rozepnie ubranie i się nakarmi. A Ty, mamo, masz tylko tam być i nie przeszkadzać. Dla mnie bomba! Kurczę, znowu się wydało. Karmię piersią z lenistwa!

Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie piętnuję mam, które karmią mlekiem modyfikowanym. To nie moja sprawa, a już tym bardziej nie mam prawa nikogo oceniać. Mogę natomiast wychwalać tę metodę karmienia, która moim zdaniem jest idealna. Kocham każdą minutę spędzoną na karmieniu piersią, nawet jeśli pozornie dziecko przesadnie długo "wisi na cycu". Niech wisi. Kiedyś, gdy maluch już się trochę usamodzielni, będzie nam tego brakować, same będziemy zabiegać o bliskość. Ponadto karmienie piersią to znacznie więcej niż samo przekazywanie pokarmu i czuję, że dla mojego dziecka jest to niezwykle istotna forma bliskości ze mną. Miłość w najczystszej postaci. Robi mi się słabo jak pomyślę, że mogłam przegrać tę walkę, a było naprawdę groźnie. Ale wygrałam i to się liczy. Chwilo, trwaj...


A Ty, droga mamo? Karmisz lub karmiłaś piersią? Co Cię do tego zmotywowało? Jak wspominasz swoją "mleczną drogę"?

środa, 2 sierpnia 2017

Dziś jest dzień siadania - czyli rodzicu, nie popędzaj!

Rodzic, jak to rodzic, chciałby żeby dziecko wszystko robiło zgodnie z harmonogramem. Trzymanie główki, obroty z pleców na brzuch, siadanie, raczkowanie, chodzenie. I tak dalej, i tak dalej... "Pomagają" mu wszelkiego rodzaju poradniki, wyznaczające ramy czasowe dla kolejnych kamieni milowych. Dodatkowo w "internetach" pojawiają się wzmianki o dzieciach, które siedzą w wieku 5 miesięcy, a chodzą gdy mają zaledwie 10. Dzieci znajomych też jakoś tak nienawistnie wszystko robią szybciej niż nasze. I co wtedy?


Nie wiem dlaczego tak się stało, ale ubzdurałam sobie, że moje dziecko w wieku 6 miesięcy będzie już samodzielnie siadać. Bo przecież powinno. Bo to jedyny słuszny wiek na siadanie. Niby wiedziałam, że możemy ten etap rozwoju osiągnąć trochę później, ale byłam niemal pewna, że nas nie będzie to dotyczyć. Pół roku i ani dnia dłużej. Mijały dni i tygodnie. Tygodnie kumulowały się w miesiące, a moje leniwe dziecię nawet nie próbowało siadać. Pociechy innych blogomam, urodzone w tym samym czasie, już pięknie siedziały, a my dalej nic! Szczerze? Zaczęło mnie to niepokoić. Rodzice bywają w tej kwestii niecierpliwi. Rodzice to raz. Dziadkowie to dwa. Mój własny rodzony tata doprowadzał mnie do szału, przekornie gadając do Perełki każdego ranka, że "dziś jest dzień siadania". Oczywiście jedynym efektem takiego gadania mogła być moja wściekłość i narastająca frustracja, bo dziecko miało to głęboko w tyle. Myślałam, że zwariuję. W mojej głowie walczyły dwa duszki. Jeden szeptał, że przecież ma jeszcze czas, w końcu skończyła dopiero 8 (!) miesięcy. Drugi podpowiadał, że może to już jednak za długo? Może warto się temu bliżej przyjrzeć? Lekarz? Rehabilitacja? Bywało naprawdę nerwowo...


Co zatem należy zrobić jeśli nasze dziecko nie siada/raczkuje/chodzi, choć wg tabelek, poradników czy po prostu naszego przekonania już powinno to robić? Zaparzyć sobie melisę i wziąć głęboki oddech. Jeśli nie robi tego teraz, być może potrzebuje więcej czasu. Być może układ kostny jeszcze nie jest gotowy. Być może maluszek jeszcze nie wpadł na to, że potrafi zrobić coś więcej? Zdecydowana większość dzieci osiągnie kolejny etap rozwoju w swoim czasie. Nie wolno dziecka poganiać, pomagać, zmuszać. Żadnego sadzania czy stabilizowania poduszkami. Działając w ten sposób możemy wyrządzić dziecku krzywdę. Jeśli już naprawdę nie możemy wytrzymać i rozwój naszego malucha spędza nam sen z powiek, skonsultujmy się z lekarzem. Zbada, oceni fachowym okiem i, jeśli zajdzie taka potrzeba, wypisze skierowanie na rehabilitację. Samemu na własną rękę nic nie kombinujmy. Nie warto. Moja nieteściowa tylko raz na parę sekund posadziła Perełkę, gdy na chwilę się odwróciłam. Ale gdyby wzrok zabijał... ;)


I co dalej? Moje leniwe dziecko nagle w wieku 8,5 miesiąca stwierdziło, że już czas najwyższy posadzić pupę. Świat wtedy wydaje się ciekawszy, wszystko lepiej widać, a i łapkami wygodniej się manewruje. O dziwo bardzo szybko się tym znudziła, bo na przestrzeni kilku następnych dni zaczęła również raczkować i wstawać, opierając się o przedmioty. W ciągu tych kilku dni nadrobiła wszystkie "zaległości". Teoria skoków rozwojowych nie mogła wymarzyć sobie lepszego przykładu! A ja? Nie ukrywam, że odetchnęłam z ulgą. I tak oto dziecię zafundowało mi lekcję pokory i cierpliwości jednocześnie... Mam tylko nadzieję, że jak przyjdzie co do czego, to maturę już zda w terminie ;)


Jak było u Was? Czy Wasze maluszki testowały Waszą cierpliwość? A może rozwijały się, nazwijmy to, "książkowo"? Potrafiliście wytrwale czekać na kolejne sukcesy w rozwoju?


piątek, 28 lipca 2017

Poduszka do karmienia inna niż wszystkie. Oto Karmiuszka!

Rogale, fasolki, kury. Poduszki do karmienia dziecka. Brzmi znajomo? Myślisz, że w tej kwestii już nic Cię nie zaskoczy. Usiądź wygodnie i poznaj pewną wyjątkową poduszkę. Równie wygodną, co designerską. Proszę Państwa, oto ona - Karmiuszka.


Gdy na świecie pojawia się Twoje maleństwo, jego karmienie staje się jedną z podstawowych czynności, powtarzanych kilka(naście?) razy w ciągu doby. Każda z takich sesji potrafi trwać kilkadziesiąt minut, a jeśli doliczymy do tego "drzemkę na cycu" - jeszcze dłużej. To piękny aspekt macierzyństwa, ale długotrwałe przebywanie w jednej pozycji może być po prostu męczące i niewygodne. Próbujemy sobie radzić domowymi sposobami, zazwyczaj budując skomplikowane konstrukcje z poduszek. A gdyby tak komfort karmienia można było sobie po prostu kupić?


Poznajcie Karmiuszkę - poduszkę o wyjątkowym kształcie, zaprojektowaną przez karmiącą mamę, która postanowiła zawalczyć o prawo do wygody, by czerpać jeszcze więcej przyjemności z tych wyjątkowych chwil spędzanych z maluszkiem. Kulisty kształt Karmiuszki wyróżnia ją na tle pozostałych poduszek do karmienia, a wypełnienie z łuski prosa sprawia, że jest ona dość twarda, ale jednocześnie lekko plastyczna. Co możemy dzięki temu osiągnąć? Karmiuszka zapewnia nam podparcie pod rękę, łokieć, kolano - praktycznie każdą część ciała, która podczas karmienia dziecka jest narażona na zmęczenie czy zdrętwienie od ciężaru maluszka albo po prostu od samej pozycji, jaką przyjmujemy. Jest dość ciężka (ok. 2,3 kg), ale dzięki temu jest bardzo stabilna. Nie przesuwa się, nie "ucieka", nie spłaszcza pod ciężarem maminego łokcia. Jest zawsze tam, gdzie ją położymy, gotowa do zapewnienia nam idealnego podparcia. Myślisz, że taka waga utrudnia przenoszenie poduszki? O tym również pomyślano i Karmiuszka ma na szczycie dwa poręczne uchwyty (jeden z nich dodatkowo pełni funkcję osłonki suwaka), dzięki którym można ją pewnie chwycić i przenieść w wybrane miejsce. Poszewka Karmiuszki jest wykonana z grubej bawełny, a od wewnątrz jest dodatkowo zalaminowana, żeby chronić wypełnienie przed wilgocią. Dzięki temu mamy pewność, że poduszka nie ulegnie uszkodzeniu w przypadku zalania - wystarczy jedynie wysuszyć pokrowiec i gotowe! Wraz z Karmiuszką otrzymujemy kilkustronicową broszurkę, która zawiera opis kilku pozycji (wraz z ilustracjami), w których karmiącą mama może się wspomóc tą kulistą poduchą, żeby było miło, wygodnie i przyjemnie.








Nasza Karmiuszka ma subtelne, pastelowe barwy - ten jaśniuteńki kolor lila to strzał w dziesiątkę! Nie będę owijać w bawełnę. Zaprzyjaźniłyśmy się od razu. Wiedziałam, że trafiłam na produkt wyjątkowy. Pierwsze wspólne karmienie - Karmiuszka wspierająca łokieć - i od razu jakoś tak inaczej, wygodniej, a ta mała, kochana główka już nie ciąży tak jak do tej pory. Używamy jej w różnych pozycjach, głównie na siedząco i leżąco - różnica jest diametralna! Zwłaszcza, że w naszym przypadku "cyc" to nie tylko szybkie karmienie i do widzenia - to przede wszystkim mnóstwo czułości, przytulania i nierzadko drzemka małego człowieka. To cudownie spędzony czas, duuużo czasu. Gdybym policzyła ile godzin w ciągu doby spędzamy razem w ten sposób, chyba sama byłabym zaskoczona. Jedno jest pewne: muszę dbać o to, żeby było nam wygodnie i od pewnego czasu Karmiuszka cudownie mnie w tych staraniach wspiera. Żałuję tylko jednego - że odkryłam ją tak późno... Nagle okazało się, że podczas karmienia na siedząco ręką nie musi "więdnąć" pod ciężarem główki dziecka, a gdy leżymy - może pewnie opierać się na Karmiuszce zamiast drętwieć w zawieszeniu. Karmiuszkę docenia też dziecię - gdy zasypia w moich ramionach może na niej wygodnie oprzeć stópki - bo czas, kiedy całe mieściło mi się na kolanach, minął bezpowrotnie ;)






Niestety nic nie trwa wiecznie. Mleczna droga również kiedyś nieuchronnie dobiegnie końca, chcąc nie chcąc. I co wtedy? Poduszkę - fasolkę rzucisz w kąt, kura będzie łapała kurz na sofie, a Karmiuszka? No właśnie... Spójrz na nią z nieco innej perspektywy. Czy widzisz to co ja? To jest niezwykle oryginalny, stylowy element wyposażenia, ozdoba każdego salonu. Oprzyj na niej głowę czytając książkę lub połóż na niej nogi, odpoczywając po powrocie z pracy. Wtedy zrozumiesz, że wspólne karmienie to był dopiero początek Waszej przyjaźni.




Jako mama zasługujesz na komfort podczas karmienia swojego maluszka. Daj sobie pomóc, zaproś Karmiuszkę do swojego domu i przekonaj się, że karmienie może być wygodniejsze. Że może być ogromną przyjemnością, a nie tylko matczynym obowiązkiem. Pielęgnuj te chwile, to piękny i bezcenny czas. Mamo, karm wygodnie!




Karmiuszkę w jednym z kilku eleganckich wzorów znajdziesz tutaj. Polecam z całego serca!


sobota, 15 lipca 2017

Mamo! Śpisz mało, więc chociaż śpij wygodnie - z poduszką MOON.

Mówili: "wyśpij się na zapas". Myślałam, że przesadzają, że żartują. Nie żartowali... Szkoda, że nie można magazynować snu. Wtedy być może, jeszcze w ciąży, bym się o to pokusiła. A tak, od połowy listopada 2016 sypiam "tyle co kot napłakał". Skoro więc nie śpię tyle co kiedyś, muszę zadbać o to, żeby ten sen był efektywny, dający maksymalnie dużo energii do tego, żeby kolejny dzień zacząć z uśmiechem na ustach. Bo przy małym dziecku pozytywne nastawienie i mnóstwo siły do działania to podstawa!


Jakość snu w dużej mierze zależy od "sprzętu", jaki sobie wybierzemy. Materac, kołdra, poduszka. Muszą być wygodne i dopasowane do użytkownika i jego preferencji. Na materacu nie warto oszczędzać, w końcu nie jest to coś, co kupujemy raz do roku. Odpowiednio dobrany posłuży nam wiele lat, to oczywiste. Ale czy z podobną starannością dobieramy kołdry i poduszki? Czy szukamy wysokiej jakości produktów, spełniających nasze oczekiwania, czy też kupujemy pierwszy lepszy komplet, bo akurat był w promocji? Otóż na kołdrach i poduszkach także nie warto oszczędzać, bo one również w ogromnym stopniu wpływają na jakość snu i powinny nam odpowiadać przede wszystkim właściwościami, a nie tylko ceną.

Od wielu, wielu lat funkcjonowałam w oparciu o ten sam nieśmiertelny zestaw: puchowa pierzyna i piankowa poduszka ortopedyczna. Myli się ten, kto uważa, że puchowe kołdry sprawdzają się zimą, natomiast latem nie mają racji bytu. Puch i pierze nie nagrzewają się gdy jest ciepło i zapewniają doskonałą cyrkulację powietrza. Pod moją starą jak świat kołdrą spałam w najgorsze upały (nie uznaję spania bez przykrycia) i było komfortowo. Na działce mam natomiast wątpliwej jakości kołdrę z wypełnieniem syntetycznym i już nie raz i nie dwa korciło mnie żeby wywalić ją przez okno... Jeśli zaś chodzi o poduszki, od wielu lat byłam wierna profilowanym, dość twardym poduszkom ortopedycznym. Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie było mi na nich wygodnie, ale gdy pojawiła się możliwość przerzucenia się na poduszkę puchową, nie mogłam przepuścić takiej okazji.


Pewnego dnia dzięki uprzejmości sklepu Sypialnia Marzeń zawitała do mnie puchowa poduszka MOON z linii SILVER. Ogromna (70 x 80 cm), puchata i mięciutka - od razu wzbudziła zazdrość pozostałych domowników, z moimi rozwydrzonymi psami włącznie. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką poduszką. Co jest w niej takiego wyjątkowego? Ma coś, czego nie mają inne, ale o tym za chwilę - najpierw garść informacji technicznych. Poduszka MOON jest wyprodukowana w Polsce, co już jest dla mnie ogromną zaletą. Jej wypełnienie stanowi w 70% polski biały puch gęsi, a pozostałe 30% to miękkie piórka puchowe, wszystko przygotowane zgodnie z obowiązującymi normami czystości. Sterylne, bezpieczne i, co warto podkreślić, pozbawione charakterystycznego "ptasiego" zapachu. Twój nos nie zorientuje się z czym sąsiaduje, a to dodatkowo wpływa na komfort użytkowania. Pokrycie poduszki to bawełna w kolorze białym (dostępny jest również kolor kremowy), miękka i przewiewna, ale jednocześnie szczelna, więc wypełnienie nie będzie wyłazić, jak to ma miejsce w przypadku mojej wysłużonej puchowej pierzyny. Dodatkowo poduszka jest wykończona elegancką bizą, która nie pozostawia złudzeń: mamy do czynienia z produktem najwyższej klasy.


Mamy więc puchową poduchę, miękką i przewiewną. Co zatem wyróżnia ją na tle innych, podobnych produktów dostępnych na rynku? Wyróżnia ją to, że możemy dopasować ją do swoich preferencji manewrując jej wysokością. Już tłumaczę o co chodzi. Poduszka MOON Silver jest zaprojektowana w ten sposób, że mamy część podstawową, puchową, o konstrukcji zbliżonej do kieszeni zapinanej na suwak, a także mamy wkład wypełniony puchem syntetycznym. Wkład ten jest z obu stron otulony komorą z puchem, więc nasze ciało ma bezpośredni kontakt jedynie z częścią puchową. Wkład ten pozwala nam na płynną regulację wysokości poduszki. Gdy poduszka trafia do nas ze sklepu, wkład jest umieszczony w środku i poduszka jest wysoka. Jeśli wyjmiemy go całkowicie, staje się ona znacznie bardziej płaska, co przypadnie do gustu chociażby osobom lubiącym spać na brzuchu. Ale to nie wszystko. Wkład poduszki również jest zapinany na zamek, co daje nam możliwość płynnego manewrowania ilością znajdującego się wewnątrz wypełnienia. Dzięki takiemu rozwiązaniu możemy idealnie dopasować wysokość poduszki do naszych potrzeb i preferencji. Co to oznacza w praktyce? Można w ciemno kupić poduszkę np. w sklepie internetowym, nie martwiąc się o to, czy będzie miała odpowiednią wysokość - bo dopasujemy ją sobie sami!




W teorii wygląda na poduszkę idealną, ale jak sprawdza się w praktyce? Pierwsza myśl: "ale grubas!" ;) To prawda. Poduszka MOON w oryginalnej wysokości (z pełnym wkładem w środku) naprawdę imponuje grubością. Od razu widać też, że tkanina bawełniana, z której została uszyta komora główna, jest świetnej jakości. Jest to porządny materiał o zwartym splocie, który z powodzeniem utrzyma w ryzach puchową zawartość poduszki. Pierwszą noc postanowiłam przespać przy pełnej wysokości poduszki. Spało się wygodnie, bo poduszka jest bajecznie miękka, a dzięki puchowemu wypełnieniu doskonale dopasowuje się do ciała, zapewniając też odpowiednie podparcie dla karku. Sęk w tym, że ja nigdy nie lubiłam spać na wysokich poduszkach... Dlatego też na kolejną noc wyciągnęłam z poduszki wkład - z jednej skrajności w drugą. Nagle okazało się, że w dosłownie kilka sekund puchowy grubas przeistoczył się w cienką, delikatną jak chmurka, podusię. Ideał dla osób śpiących na brzuchu i dla tych, którzy po prostu lubią spać prawie "na płasko". Przy takim ustawieniu spałam przez trzy noce i było naprawdę fajnie. Z komody jednak spoglądał na mnie porzucony wkład. Na dobrą sprawę sam w sobie jest on na tyle solidny, że w kryzysowej sytuacji mógłby posłużyć jako poduszka dla niezapowiedzianego gościa. No i tak smutno na mnie spoglądał, że postanowiłam jeszcze dać mu szansę, ale najpierw "odchudzanie". Redukcja wysokości wkładu jest bajecznie prosta: rozpinamy suwak, a następnie po prostu wyjmujemy odpowiednią ilość wypełnienia i voilà! Regulację wysokości wkładu można oczywiście przeprowadzić bez wyjmowania go z poduszki: rozpinamy suwak główny poduszki, a następnie to samo robimy z suwakiem wkładu. Manewrujemy ilością wypełnienia, wszystko z powrotem zapinamy i oddajemy się w objęcia Morfeusza. W moim przypadku najlepszą konfiguracją okazało się odchudzenie wkładu o połowę. Taka wysokość poduszki jest dla mnie idealna. Dziwnym trafem, odkąd MOON jest ze mną, zasypiam właściwie natychmiast po wtuleniu się w poduszkę i śpię jak zabita, dopóki jakiś cienki głosik nie zacznie się dopominać nocnego karmienia. Z kolei rano budzę się wypoczęta (wreszcie! po 8 miesiącach macierzyństwa!) i gotowa do działania. Wierzcie lub nie, ale moja poduszka ortopedyczna, choć nie zdawałam sobie z tego sprawy, nie zapewniała mi takiego komfortu snu. Myślałam, że tak po prostu musi być i że taki wątpliwej jakości sen jest po prostu nieodzownym towarzyszem każdej matki. A tymczasem zupełnie przypadkiem okazało się, że tę sytuację można zmienić!




Cudów nie ma, żadna poduszka nie pozwoli mi spać dłużej, bo to nie ona, tylko moje ukochane dziecko decyduje o długości mojego snu. Ale sama długość snu jest niczym, jeśli jego jakość kuleje - a na tę drugą akurat możemy wpływać. Moja nowa poduszka MOON okazała się na to niezbitym dowodem. Dopasowała się do mnie w 100%, zapewniając mi lepszy, bardziej odprężający sen. Dokładnie tego potrzebowałam! Jeśli masz ochotę zaprosić tę niesamowitą poduszkę do swojego domu, możesz ją znaleźć tutaj. Zachęcam też do zapoznania się z pozostałym asortymentem sklepu Sypialnia Marzeń, który oferuje m.in. najwyższej jakości kołdry i poduszki dla dzieci i dorosłych. Gdy moje dziecię będzie na tyle duże żeby "przesiąść się" ze śpiworka na kołdrę i poduszkę, już będę wiedziała komu mogę w tej kwestii zaufać.

niedziela, 9 lipca 2017

Bambus dla dziecka - na lato i nie tylko! Poznaj XKKO [+ ROZDANIE!]

Kiedyś praktycznie niespotykany, dziś święci triumfy. Bambus jako surowiec do produkcji wyrobów tekstylnych od ładnych paru lat regularnie pojawia się w wyprawkach młodych mam. Co sprawia, że tak chętnie po niego sięgamy?


Pieluszki, otulacze, śpiworki, śliniaczki, skarpetki. Do wyboru, do koloru. W 100% z wiskozy bambusowej lub blend z bawełną. Kto raz dotknął, prawdopodobnie już nie będzie chciał wypuścić go z dłoni. Miękkość i delikatność tekstyliów z bambusem jest już niemalże legendarna i nie ma w tym grama przesady. Która z nas nie chciałaby owinąć czy przykryć swojego maluszka czymś delikatnym i mięciutkim jak kaczuszka? Bambus nam to oferuje, ale to nie koniec jego zalet. Tkaniny bambusowe zatrzymują promienie UV, co jest szczególnie ważne w przypadku małych dzieci. Dlatego też warto sięgnąć po bambus latem. Latem także przydadzą się inne jego cechy: przepuszczanie powietrza, właściwości antybakteryjne czy chłodzenie w gorące dni. Warto też zwrócić uwagę na niesamowitą chłonność tkanin bambusowych - przydaje się ona w codziennej opiece nad dzieckiem, a w szczególności w trakcie i po kąpieli. Jakieś wady? Jeszcze nie znalazłam... Na polskim rynku można znaleźć pieluszki i inne tekstylia bambusowe wielu firm i nie zawsze wiadomo które są godne polecenia. Czy znacie markę XKKO? Nie? To jeszcze nic straconego! Przyjrzyjmy się kilku pozycjom z oferty tej rodzinnej, czeskiej firmy, a na końcu wpisu czeka na Was niespodzianka!


Pieluszki bambusowe 70x70 cm

Miękkie, chłonne, delikatne, w klasycznym rozmiarze 70x70 cm. Idealne jako lekki kocyk w upalne dni albo prześcieradełko do wózka. Tkanina jest tak przyjemna w dotyku, że aż samemu chciałoby się w nią wtulić. Dzięki wręcz fantastycznej chłonności pieluszka przyda się także do wytarcia dziecka po kąpieli. Jest też na tyle duża, że z powodzeniem można ją zastosować jako żagiel przeciwsłoneczny na wózek, żeby chronić maleństwo przed słońcem i promieniami UV. Pamiętajmy jednak, żeby pomimo fantastycznej przewiewności bambusa, nie zakrywać dziecka szczelnie. U nas pieluszka bambusowa praktycznie zawsze musi być pod ręką - jako kocyk, ręcznik albo nawet przytulanka. Świetna rzecz!



Mini pieluszki 30x30 cm

Cieniutkie i delikatne jak mgiełka. Nieduże, o wręcz kieszonkowym formacie i wielu zastosowaniach. Do wycierania buzi dziecka albo jako myjka kąpielowa. U nas funkcjonują też jako "izolacja", gdy nosimy się w chuście w upały. Mała pieluszka ląduje wtedy między mną a Perełką i powoduje, że w znacznie mniejszym stopniu grzejemy się od siebie nawzajem. Karmisz dziecko trzymając jego główkę na przedramieniu? W upalne dni w ten sposób dodatkowo je grzejesz, główka robi się wilgotna w miejscu kontaktu z ręką. Podłożenie dziecku takiej niedużej, cienkiej bambusowej chusteczki pod głowę rozwiązuje ten problem momentalnie.




Śliniaczek bambusowy

Kilka warstw chłonnej tkaniny powoduje, że śliniaczek jest znacznie bardziej mięsisty niż pieluszki. Jest jednocześnie wyjątkowo delikatny, więc nie ma mowy żeby podrażnił skórę dziecka. Chłonność - najlepsza z dotychczas przeze mnie spotkanych, co jest szczególnie cenne przy ząbkującym maluchu, który ślini się niemiłosiernie. Śliniaczek jest zapinany na plastikowe napy (z dwustopniową regulacją obwodu) i obszyty estetyczną lamówką. Świetny!





Skarpetki bambusowe

Miękkie i przewiewne, delikatnie otulają te małe stópki, które tak bardzo kochamy. Przewaga wiskozy bambusowej w składzie zapewnia skarpetkom właściwości antybakteryjne, mogą one z powodzeniem być stosowane u alergików. Ściągacz jest delikatny - nie uciska nóżki, a mimo to utrzymuje skarpetkę na miejscu. Żałuję, że tak późno je wypróbowałam, bo bez dwóch zdań przewyższają skarpetki bawełniane.



Przydatne gadżety

XKKO to nie tylko wysokiej jakości produkty bambusowe. Pod tym samym szyldem znajdziemy też szereg innych artykułów ułatwiających życie rodzicom. Moim ulubionym gadżetem bez wątpienia są klipsy do kocyka. Można ich używać zgodnie z przeznaczeniem, mocując kocyk czy pieluszkę do wózka lub fotelika samochodowego. Ale można też używać ich w każdy inny sposób, który podpowie nam nasza wyobraźnia. Można zamocować zabawkę do łóżeczka albo dodatkowo przypiąć moskitierę do wózka żeby była bardziej dopasowana i lepiej spełniała swoją funkcję. Klipsy są rewelacyjne. Nie chcę nawet wspominać czasów, kiedy ich nie miałam. Kolejnym przydatnym gadżetem jest coś, o czym już kiedyś słyszałam, ale nie miałam okazji sprawdzić jak to działa. Mowa o Sock Ons - cieniutkich "nakładkach" na skarpetki, zapobiegających ich ściąganiu. Pomyśl ile razy poprawiałaś maluszkowi skarpetki, ile razy podnosiłaś je z podłogi albo wyciągałaś dziecku z buzi. Moje dziecię słynie z tego, że zdąży sobie ściągnąć jedną skarpetkę jeszcze zanim dam radę założyć drugą. I tak w kółko. Recydywa! Sock Ons rozwiązują ten problem raz na zawsze. A co na to dziecko? Zdziwione, zaskoczone, ale oczywiście nie poddaje się bez walki - tyle że teraz szarpanie skarpetek nie kończy się ich ściągnięciem. Mała rzecz, a cieszy!









Wiecie co jeszcze ujmuje mnie w produktach XKKO? To, że można skompletować cały zestaw w jednym wzorze i wersji kolorystycznej: m.in. pieluszki, otulacze, śliniaczek. Wybór wzorów i kolorów jest bardzo ciekawy, każdy znajdzie tam coś dla swojego maluszka. Jakościowo produkty te są bez zarzutu. Doskonale znoszą pranie i intensywne użytkowanie. To naprawdę dobra (i jakże przyjemna!) inwestycja.

Wszystkie produkty XKKO zobaczycie i kupicie tutaj. Naprawdę polecam! A jeśli macie ochotę spróbować szczęścia, zapraszam na rozdanie, w którym można wygrać komplet 3 fantastycznych pieluszek bambusowych z kolekcji Stars, ufundowanych przez XKKO. Zabawa trwa na moim fanpage'u na Facebooku, tutaj, do 13.07.2017 do końca dnia. Zapraszam!


Aktualizacja 15.07.2017

Kochani, z całego serca dziękuję Wam za udział w zabawie i mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej, a także że spojrzycie przychylnym okiem na ofertę produktów Sponsora naszej zabawy - XKKO.

A teraz czas na wyniki...

Zestaw trzech pieluszek bambusowych w wybranym przez siebie kolorze otrzymuje pani Milena Kurałowicz. Gratuluję i proszę o kontakt bezpośrednio ze Sponsorem.

Ale to nie wszystko :) Sponsor zdecydował się ufundować dodatkowe nagrody pocieszenia - dwie osoby otrzymają po jednej pieluszce w kolorystyce wybranej przez XKKO. Będą to: pani Żaneta Samoiluk oraz pani Natalia Sękalska. Proszę obie panie o kontakt ze Sponsorem i o sprecyzowanie czy pieluszka ma być dla dziewczynki, czy też dla chłopca. Gratuluję! :)