poniedziałek, 20 marca 2017

Mama w domu - nie leży i nie pachnie, wierz mi! >>>AKCJA BLOGEREK

"Mama w domu - nie leży i nie pachnie, tylko pracuje!" to tytuł akcji, której pomysłodawczynią jest Aneta z bloga www.mama-dwojki.pl. Pomysł akcji powstał po tym jak Aneta przeczytała wpis na blogu u Beaty z bloga www.arbuziaki.pl <-- tutaj przeczytasz post, od którego wszystko się zaczęło. 

Ten wpis stał się dla Anety inspiracją. Pomyślała, że fajnie będzie przeczytać o tym jak inne matki zmagają się z codziennością. Poczuć, że inne mają podobnie, a tym samym uświadomić całej reszcie społeczeństwa, że my, mamy, które siedzimy w domu, także wykonujemy pewien rodzaj pracy. Pracy, za którą nikt nam nie płaci. Tylko postrzega przez pryzmat powiedzenia "Leżę i pachnę"

Moja kartka z kalendarza - 17.03.2017 (piątek)


2:32 Ze snu wyrywa mnie płacz. Perełka się obudziła. Pewnie swędzą ją dziąsła albo zgłodniała. Albo jedno i drugie.

2:33 Nadludzkim wysiłkiem podnoszę się z łóżka i wyciągam tego małego nieszczęśnika. Przystawiona do piersi od razu się uspokaja.

2:51 Małe zasypia. Ja najchętniej zrobiłabym to samo, ale to dopiero za chwilę...

2:53 Delikatnie odkładam dziecię do łóżeczka i sama z powrotem padam na materac.

5:56 Z łóżeczka dochodzą jakieś dźwięki. Półprzytomna udaję, że nie znam własnego dziecka i po omacku włączam szumiącego misia...

6:04 Nie pomogło, dźwięki nadal dochodzą.

6:05 Wstaję, wlokę się do łóżeczka. Wita mnie szeroki uśmiech. Że też już się wyspała. Kiedy to dziecię zdąża naładować akumulatory?

6:07 Zmiana pieluchy #1

6:11 Cyc. Przymykają mi się oczy, ale przecież nie zasnę na siedząco... Liczę na to, że Perełka padnie pierwsza.

6:32 Zasnęła na cycu. Odkładam do łóżeczka. W tym momencie niewiele różni się to od pracy sapera. Jeden fałszywy ruch i po tobie...

6:33 Wracam do łóżka. Zamykam oczy i... 

7:02 Dźwięki z łóżeczka. Myślałam, że pośpi trochę dłużej.

7:06 Cyc. Przy okazji sprawdzam pocztę i fejsa. Ktokolwiek wymyślił smartfony, na pewno myślał o matkach karmiących.

7:40 Niesamowite, znowu przysnęła!

7:42 Odkładam do łóżeczka. Gdy tylko plecki dotykają materaca, oczy otwierają się szeroko.

7:45 Próbuję zainteresować Perełkę zabawkami. Sukces!

7:53 Pędzę do kuchni jak po ogień. Przy odrobinie szczęścia uda mi się zjeść śniadanie.

8:02 Kanapki łykam w pośpiechu. Dwa szybkie łyki kawy, bo dźwięki z łóżeczka wskazują na postępujące zniecierpliwienie.

8:10 Zmiana pieluchy #2

8:16 Ćwiczymy leżenie na brzuchu. Ostatnio już było nieźle, dziś jest walka o przetrwanie. Macham zabawkami i wydaję dziwne odgłosy, byle tylko odwrócić uwagę od tego "morderczego" ćwiczenia...

8:37 Słyszę dźwięki wskazujące na to, że w pieluszce właśnie pojawiła się kupa stulecia. Nie ma chwili do stracenia!

8:39 Zmiana pieluchy #3 Cholera, za późno. Kupa jest już wszędzie.

8:40 Obmyślam plan działania.

8:42 Sytuacja jest nie do opanowania przy pomocy chusteczek, lecę po wanienkę.

8:48 Szybka, nieplanowana kąpiel i zmiana pieluchy #4.

8:59 Ubieranie. Albo walka o życie. Sąsiedzi już pewnie trzymają słuchawkę żeby dzwonić na policję. Bo wrzaski takie, jakbym ją obdzierała ze skóry.

9:08 Poranna toaleta: buzia, oczy, nos.

9:14 Znowu leżenie na brzuchu.

9:30 Cyc. 

10:04 Zasnęła. Ale jak spróbuję ją odłożyć, będzie słabo.

10:38 Mimo wszystko próbuję. Oczy się otwierają.

10:40 Bawimy się! Kontrasty, grzechotki, dźwięki. Jest bosko!

11:06 Perełka bawi się sama. To jest ten czas... Działaj, matka, działaj!

11:07 Lecę do kuchni zrobić herbatę. Hurra! Udało się!

11:09 Koniec tego dobrego, dziecię już ma dość zabawy. Zgłodnieliśmy.

11:12 Cyc. Z komórki płacę rachunki żeby mi nie odłączyli prądu.

11:48 Czas najwyższy szykować się na spacer.

11:50 Zmiana pieluchy #5.

11:56 Smarowanie buzi kremem. Jak walka z ośmiornicą.

11:58 Czapka, rękawiczki i znienawidzony kombinezon. Oczywiście jest wrzask. Jestem na skraju załamania nerwowego.

12:04 Perełka gotowa, ale niestety sama zapomniałam się ubrać. Szybko sznuruję buty, łapię kurtkę, czapkę i wybiegam z domu.

12:07 Spacer. To jest prawdziwy relaks. Perełka śpi, złote dziecko. Mogłabym zrobić z 20 km, a i tak byłby to dla mnie wypoczynek.

15:02 W wózku robi się coraz bardziej nerwowo, wracamy do domu.

15:06 Na syrenie wjeżdżamy do domu.

15:08 Trzeba pozbyć się wroga nr 1 - kombinezonu. Na stoliku zauważam nietkniętą herbatę z 11:07. Cóż, życie...

15:10 Zmiana pieluchy #6

15:16 Cyc. W międzyczasie dociera do mnie, że nie zrobiłam nic na obiad.

15:58 Dziecko najedzone. Próbuję nakłonić je do zajęcia się zabawkami. Sukces.

16:04 Zabieram się za ogarnięcie obiadu. Coś na szybko, dobrze że w zamrażalniku są jakieś zapasy na czarną godzinę. W międzyczasie łapczywie łykam suchą bułkę. Zdrowa dieta matki karmiącej.

16:27 Z pokoju dobiegają dźwięki znudzonego dziecięcia, coraz bardziej "zdecydowane". 

16:30 Czytamy wierszyki. Nieważne, że Perełka ma dopiero 4 miesiące - czytamy sobie już od dawna.

17:07 Zdegustowana mina świadczy o tym, że konieczna jest zmiana pieluchy #7

17:14 Cyc. 

17:38 Perełka zasypia na cycu, więc znów jestem unieruchomiona.

18:10 Zaniepokojona psia postać zjawia się w pokoju. Cholera, zapomniałam nakarmić. Delikatnie odkładam dziecko. Robię dwa kroki w kierunku kuchni. Płacz...

18:12 W ekspresowym tempie karmię piesia i wracam do Perełki.

18.15 Dziecina potrzebuje bliskości, więc motam ją w chustę i noszę po pokoju, śpiewając piosenki. Dzięki Bogu szybko się uspokaja. Moje szczęście malutkie zasypia w chuście i robi się 2x cięższe ;-) 18:31 Z dzieckiem w chuście idę wypakować naczynia ze zmywarki, żeby nie było, że kompletnie NIC nie zrobiłam. Próbuję zrobić to cicho, jestem w tym już mistrzynią. 18:47 Perełkowy tata podstawia mi pod nos obiad (obiadokolację?). W końcu muszę zjeść coś ciepłego. 19:02 Plecy bolą, postanawiam usiąść. Dziecko się budzi. Wyciągamy się z chusty. 19:04 Zmiana pieluchy #8. Odnoszę wrażenie, że zaraz przez balkon wpadną tu ekolodzy i w ramach protestu przykują się łańcuchem do stołu. 19:11 Leżenie na brzuchu. Macham książeczką kontrastową żeby Perełka nie wpadła na pomysł, że można się wściekać. 19:29 Cyc. Przypominam sobie, że karmiąc psa widziałam dno w pojemniku z suchym żarciem. Komóra w dłoń i zamawiam. Całe szczęście, że są sklepy internetowe... 19:37 Planowałam napisać tekst na bloga. Pomysłów mam znacznie więcej niż czasu na ich realizację. Kątem oka zauważam nietkniętą herbatę z 11:07. No, mogę wypić! Pyszna! 20:03 Perełkowy tata kręci się po mieszkaniu. Proszę: "posiedź z Małą, wezmę prysznic". Wreszcie będę miała chwilę dla siebie! 20:05 W łazience zauważam namoczone w misce ubranka - ofiary morderczej kupy z godziny 8:37. Szoruję mydełkiem odplamiającym i piorę. Cholerstwo nie chce zejść, ale ja nie poddam się bez walki. 20:17 Słyszę "długo jeszcze będziesz się kąpać?!". A więc w popłochu wieszam pranie i wchodzę pod prysznic. Szkoda, że nie ma mistrzostw świata w braniu prysznica na czas, nie byłabym bez szans. 20:23 Przypominam sobie, że na łydce mam ranę po ugryzieniu przez psa (nie, nie mojego), więc muszę zdezynfekować i zabezpieczyć opatrunkiem. 20:29 Wypadam spod prysznica. Czas szykować kąpiel dla Perełki. Wanienka, woda, płyn do kąpieli. 20:35 Rozbieram dzieciucha. W pieluszce odkrywam kupę. Tym razem na szczęście została tam, gdzie jej miejsce. 20:41 Kąpiel. Jest fajnie, lubimy to. 20:57 Pielucha #9 wjeżdża na miejsce... 21:00 Ubieranie po kąpieli to sztuka odwracania uwagi. W przeciwnym razie jest lekka histeria. Tym razem Perełka jest łaskawa i ubiera się w spokoju. 21:11 Pora na smarowanie buzi i wyczesywanie ciemieniuchy. Kiedy wreszcie pozbędziemy się tego paskudztwa? 21:24 Pakuję Perełkę do śpiworka. To jedyny sposób żeby była czymś przykryta w nocy. 21:27 Cyc. Chyba już ostatni na dziś. Jak Perełka zaśnie, wreszcie zajmę się tekstem na bloga. 22:04 Zasnęła! Znów, niczym saper, odkładam ją do łóżeczka. Jak ona słodko śpi! 22:06 Włączam laptopa. Coś długo się uruchamia. Złośliwość przedmiotów martwych. 22:09 Płacz. Jednak dziecię się obudziło... Blog musi poczekać. 22:10 Cyc. Teraz to już chyba naprawdę ostatni na dziś. 22:26 Nawet szybko zasnęła. Delikatnie odkładam do łóżeczka. Nie obudziła się. Ulga... 22:28 To jest moment żeby zadbać o siebie, tzn. posmarować twarz kremem. Na więcej nie mam ani siły, ani ochoty. 22:30 Jęki i stęki z łóżeczka. Ostatnio coś gorzej nam idzie z tym zasypianiem. Może zęby się szykują?

22:32 Sama nie zaśnie, więc znowu cyc. Szkoda mi jej - widać, że jest zmordowana, a jednak coś nie pozwala jej po prostu zasnąć.

22:56 Śpi. Do trzech razy sztuka?

22:58 Transfer do łóżeczka. Udany. Mam nadzieję, że tym razem na dłużej niż kilka minut.

23:00 Perełka śpi. Porządnie. Teraz mam czas dla domu i dla siebie. Już za późno na uruchamianie pralki - to musi zostać na jutro. Wiem... Zaraz zacznę pisać ten nieszczęsny tekst na bloga, tylko na minutę przyłożę głowę do poduszki... Na minutę... Jasssne...

[KURTYNA] Tak, masz rację, przez cały dzień NIC nie robiłam, poza zaspokajaniem potrzeb mojego dziecka. Pielucha, cyc, zabawa, pielucha... Sęk w tym, że to "nierobienie" jest mimo wszystko męczące. Może jest to kwestia tego, że jako młoda stażem mama jeszcze nie ogarniam zmienionej rzeczywistości, albo też Perełka jest dzieckiem ciut bardziej wymagającym niż wynosi średnia krajowa. W każdym razie pod koniec każdego dnia po prostu padam na twarz. Czasy, gdy pracowałam zawodowo, były przy tym istną sielanką, wiecznymi wakacjami. Czy się skarżę? Narzekam? Nie... Uświadamiam...



Mama Dwójki postanowiła zaprosić do akcji, wraz z Beatą, kilka mam blogerek, w tym mnie, aby każda z nas napisała swoją " kartkę z kalendarza". Oto autorki, które podjęły się udziału w akcji i ich blogi: 

⚛️ Mama Migotka
⚛️ Tosi mama
⚛️ Mamatywna
⚛️ Pani Domowa
⚛️ Lady Mamma
⚛️ Mama Balbinka

Jeżeli podoba Ci się pomysł akcji, będziemy bardzo wdzięczne za udostępnienie naszych "kartek w kalendarza". Pragniemy uświadomić wszystkim, że siedzenie w domu z dzieckiem/dziećmi, jest także formą pracy. Pracy na więcej niż cały etat, bo 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Chcemy, aby nikt nam już nie mówił, że nam się nudzi. Że macierzyństwo to sama radość. Przyjemność siedzenia w domu, bez wysiłku fizycznego czy psychicznego. Odwalamy kawał dobrej roboty i pragniemy tylko, aby postrzegać nas przez pryzmat tego, co robimy siedząc w domu. Wbrew pozorom nie leżymy, nie pachniemy. Jesteśmy w biegu i często zamiast pachnieć, pachniemy, ale nieprzyjemnie, nie mówiąc, że brzydko ;-) Padamy ze zmęczenia, ale rano wstajemy. Choć może się palić i walić, my działamy. Każdego dnia, od rana do nocy.



18 komentarzy:

  1. Dziękuję Ci bardzo za udział. Przypomniały mi się czasy, kiedy moje dzieci były takie małe ;) i spaly po 10 minut ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję za zaproszenie :*

      Wiesz, czasami tak sobie marzę, że moje dziecko po prostu w ciągu dnia położy się na drzemkę (nie na mnie, tylko w łóżku), a ja wtedy będę miała mnóstwo czasu dla siebie. Upiorę, ugotuję, posprzątam... :D

      Usuń
  2. Dużo się dzieje w życiu mamy takiego maluszka. Nie zapomnę, kiedy karmiąc Tosię zastanawiałam się, jakby tu jednocześnie gotować obiad;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, czasu wiecznie brakuje, a nierzadko po prostu nie da się robić kilku rzeczy na raz ;)

      Usuń
  3. Rany skąd ja to znam?!??
    Supet post!!! Jakoś nigdy nie myślałam aby spisać minuta po minucie co robię. Zawsze tylko pisałam ilość kupek i godziny karmienia.

    Muszę zajtzeć do teszty mam.

    Młody ma obecnie roczek i inaczej już to u nas wygląda, ale może też sptóbuję taką kartę napisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spisuj koniecznie! :) Chętnie bym się dowiedziała jak to będzie za tych kilka(naście) miesięcy ;)

      Usuń
  4. Świetna akcja!Powinna dotrzeć do jak największego grona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że Aneta/Mama Dwójki odwaliła kawał dobrej roboty :)

      Usuń
  5. Nie sztuka jest uśpić, sztuka jest odłożyć na miejsce ;) wbrew pozorom dzień z maluszkiem jest męczący i nie można wziąć wolnego bo to praca 2 na dobę przez 7 dni w tygodniu, urlopy i l4 nie są respektowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, odłożenie to największy koszmar :D A propos L4, była kiedyś taka reklama, w punkt... "Alicjo, źle się czuję, czy mogłabym wziąć dzień wolnego" czy coś w tym stylu ;)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Dobrą lawinę żeś wywołała, Kobito :D

      Usuń
  7. Haha jak ja to dobrze znam. Obiecuję szybko wziąc prysznic, a w łazience przypominam sobie, że muszę coś zaprać (kiedyś z kupek teraz po marchewce), albo wyciągnąć pranie z pralki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest jakiś koszmar. Dzisiaj znowu było to samo :D

      Usuń
  8. Kupki po pachy, pies głodny i odwieczna walka z ciemieniuchą!!! Proza dnia codziennego :)
    W jaki sposób walczysz z ciemieniuchą ? I jak długo?
    Bo my bujamy się już 3 tygodnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupy po pachy to jest mistrzostwo świata. Do tej pory nie miałam świadomości, że kupa może praktycznie wyjść dziecku z każdej strony pieluchy i w każdym kierunku :D

      Ciemieniucha to niestety temat rzeka. Walczymy już dobre 1,5 miesiąca jak nie lepiej! I kiedy już myślałam że sytuacja jest opanowana, musiałam zmienić szczotkę, bo nasza Canpolowska strasznie gubiła włosie. Kupiłam Lullalove, przeciągnęłam po główce i... jak się posypało... Okazało się, że poprzednia głównie głaskała głowę, a dopiero ta wyczesuje. Oprócz wyczesywania stosowałam preparat Skarb Matki (efektów nie zauważyłam), oliwkę Emolium (upiorny skład), a teraz oliwkę HiPP. Chyba ta ostatnia działa najlepiej i ma fajny, prosty skład. Z kolei Karolina z bloga Kropeczka Moja pisała niedawno, że u nich pomógł krochmal. Tego jednak jeszcze nie próbowałam.

      Usuń
    2. My z ciemieniuchą 3 miesiące walczyliśmy jak nie dłużej. Było dokładnie jak mówisz. Już było wsio OK by za pare dni znów się wszystko posypało. Akurat szczoteczkę miałam fajną. Miałam też różne preparaty, ale pomógł dopiero robiony aptecznie.

      Usuń
    3. Ooo, a pamiętasz może co było składnikiem aktywnym w tym preparacie aptecznym? Niedługo mamy lekarza, będę konsultować dalszy plan działania, może coś nam przepisze. Teraz dla odmiany zastąpiłam oliwkę olejem kokosowym, chyba jest lepiej, ale problem jeszcze nie zniknął.

      Usuń