Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gryzak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gryzak. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 czerwca 2017

Cheeky Chompers Neckerchew - znacznie więcej niż gryzak!

Zawsze zaczyna się tak samo. Twoje dziecko zaczyna ślinić się jak buldog. Wszystko, dosłownie wszystko pakuje do buzi. Nieważne czy to zabawka, własny rękaw czy patyk podrzucony cichaczem przez psiego sabotażystę. Wszystko musi być obślinione z należytą starannością, a następnie pojawiają się one - pierwsze zęby. Wyczekiwane i witane z fanfarami. Tymczasem gryzienie czego popadnie trwa w najlepsze przez kolejne miesiące. Trzeba się uzbroić. W cierpliwość i w odpowiedni sprzęt...


Gryzaków na rynku jest prawdziwe zatrzęsienie: wodne, drewniane, silikonowe, kauczukowe. Różne kształty i kolory. To samo tyczy się śliniaczków: bawełniane czy bambusowe, mają za zadanie łapać wszystko, co nasz mały buldog raczy wypuścić z ryjka (wszystkie osoby oburzone tym nazewnictwem przepraszam, ja już po prostu tak mam - lata spędzone z psami zrobiły swoje). A gdyby tak połączyć jedno z drugim i wprowadzić na rynek produkt 2w1, który rozwiąże problem nadmiaru śliny i maniakalnego gryzienia? Brytyjczycy już właśnie to zrobili!



Cheeky Chompers to marka założona przez mamy takie jak my. Mamy, które zapragnęły zaprojektować, wyprodukować i zaoferować odbiorcom produkt, który rozwiąże nie jeden, a kilka problemów na raz. Pierwszy produkt ze stajni Cheeky Chompers - Neckerchew - swoją premierę miał w roku 2013 i od tamtej pory stał się hitem w wielu krajach. Ale czym właściwie jest Neckerchew?


Neckerchew to hybryda. Sprytne połączenie śliniaka z gryzakiem. Gryzak przytwierdzony jest na stałe do śliniaczka, dzięki czemu jest zawsze pod ręką, a na dodatek nie spada na ziemię. Mamo, zrób rachunek sumienia: ile razy podnosiłaś z podłogi gryzak swojego maluszka? Mycie, wyparzanie, wycieranie. Nigdy więcej! Gryzak będący częścią Neckerchew od Cheeky Chompers jest zawsze na miejscu, gotowy do użycia. Wygląda na sztywny? Nic bardziej mylnego! Jest bardzo miękki, a do tego pozbawiony ftalanów i BPA - można gryźć bez obaw. Z kolei śliniak jest wykonany z trzech (!) warstw chłonnej bawełny, więc zatrzyma każdy potok śliny. Z jednej strony ma piękny nadruk (do wyboru do koloru), a z drugiej jest jednobarwny. Jako że jest dwustronny, możemy eksponować tę stronę, która akurat bardziej nam pasuje lub... jeszcze jest czystsza. Neckerchew zapinany jest na zatrzask, z dwustopniową regulacją, więc dopasuje się do obwodu szyi dziecka, zarówno malutkiego, jak i tego trochę starszego. Wygląda na produkt idealny, a więc testujemy!



Perełka była żywo zainteresowana zarówno Neckerchew, jak i jego tekturowym opakowaniem. Taki wiek... Łapki od razu intuicyjnie powędrowały w stronę trójkątnego gryzaka, z zaciekawieniem poznając jego fakturę (delikatne wypustki, które muszą cudownie masować dziąsła). Perełka nie lubi chustek i apaszek, więc nie byłam pewna jak zareaguje na mięsisty śliniaczek. O dziwo nie protestowała i dała go sobie założyć na szyję. Jest on na tyle miękki, że nie ma mowy żeby mógł podrażnić delikatną skórę dziecka. Gryzak, zanim wylądował w buzi, został dokładnie obejrzany, ze wszystkich stron. Ciekawość maluchów chyba nie zna granic. Chwilę później był już bez litości obgryzany - akurat trafił na wyrzynające się dolne jedynki. Ewidentnie przynosił dziecku ulgę.




Jak oceniam go ja, jako mama? Przede wszystkim jest piękny. Wybrany przeze mnie wzór Anna Floral kojarzy mi się ze stylową apaszką, ręcznie malowaną w kolorowe kwiaty. Sama bym taką chciała! Doceniam też jego wszechstronność: jest skutecznym i bezpiecznym gryzakiem, ale też wyjątkowo chłonnym śliniakiem. W wietrzny dzień będzie doskonałą apaszką, chroniącą szyję maluszka przed chłodem, a niezależnie od wszystkiego zawsze i wszędzie jest po prostu stylowym dodatkiem. W naszym przypadku sprawdza się szczególnie dobrze podczas noszenia w chuście, kiedy Perełka musi mieć pod ręką coś do "ciumkania", bo w przeciwnym razie pastwi się nad samą chustą. Neckerchew od Cheeky Chompers rozwiązuje ten problem i, przede wszystkim, nie muszę cały czas pilnować żeby nam nie upadł, nie ubrudził się czy, co gorsza, nie zgubił. Mogę spokojnie skoncentrować się na tym, co wtedy jest najważniejsze: wspólnie spędzany czas i cudowna bliskość. Ile kosztuje ten komfort? Ceny Neckerchew kształtują się od 49,00 do 64,90 zł, w zależności od wzoru (wszystkie warianty można zobaczyć tutaj). Myślisz, że to dużo? Spójrz na liczne korzyści, które daje, a szybko dojdziesz do wniosku, że lepiej kupić jeden porządny produkt na cały okres ząbkowania niż kupować niezliczone ilości tańszych gryzaczków, które nie dadzą nam tego wszystkiego, co oferuje Neckerchew od Cheeky Chompers. Podsumowując: jest to świetny, innowacyjny gadżet, który uczyni ząbkowanie mniej uciążliwym. Z czystym sumieniem mogę go Wam polecić.






Niespodzianka! Marka Cheeky Chompers przygotowała dla Was rabat w wysokości 10% na cały asortyment, do wykorzystania na www.cheekychompers.pl. Hasło: mamapo30 (jeśli chcesz skorzystać z kodu i nie wiesz gdzie go wpisać - daj znać, pomogę!). Naprawdę warto! Miłego gryzienia :)

środa, 12 kwietnia 2017

6 hitów zakupowych ostatnich tygodni

Muszę się Wam do czegoś przyznać, tak w ramach terapii. Lubię wydawać pieniądze i to niekoniecznie tylko na rzeczy niezbędne. Wystarczy, że chcę sobie po prostu poprawić humor (to takie typowo "babskie") albo trafię na jakąś promocję. Kiedyś moim łupem padały głównie buty, torebki i biżuteria, ale odkąd pojawiła się ONA, zakupy wyglądają kompletnie inaczej... Zobaczcie co dopadłam na przestrzeni ostatnich tygodni i z czego jestem naprawdę zadowolona. Może znajdziecie coś dla siebie?


1. otulacz muślinowy Lullalove

Odnoszę wrażenie, że każdy normalny rodzic zaopatruje się w otulacze na etapie kompletowania wyprawki dla noworodka. Kto z nas nie widział bowiem uroczych zdjęć niemowląt owiniętych szczelnie jak w kokonie? Otóż ja jak zwykle muszę zrobić po swojemu i pierwsze otulacze kupiłam gdy Perełka miała skończone 4 miesiące. Spowijania i wszelkich czynności jemu podobnych szczerze nie znosiła, każda próba kończyła się wrzaskiem, więc przecież nie będę się kopać z koniem. Ale gdy maluch jest już większy - otulacz naprawdę może się przydać. Jako że naprawdę pokochałam polską markę Lullalove, to tam skierowałam pierwsze kroki. Zamówiłam otulacz muślinowy (40% bambus, 60% bawełna) w "dziewczyńskim" wzorze i obgryzając pazury czekałam na przesyłkę. To była miłość od pierwszego wejrzenia: miękki, przewiewny, leciutki. Sama chętnie bym się nim przykryła, ale rozmiar 100 x 100 cm raczej na to nie pozwoli ;) Pozwoli natomiast na wykorzystanie go na tysiąc sposobów przy dziecku. Jako lekki kocyk w domu lub na dworze, jako prześcieradełko albo zasłonka do wózka, chroniąca przed słońcem (czy wiecie, że wiskoza bambusowa chroni przed promieniami UV?), nawet jako lekka moskitiera czy ręcznik. Cudo! Mój absolutny numer jeden, właśnie zamówiłam kolejny, bo moja pazerność nie zna granic. Otulacz muślinowy Lullalove zamówisz tutaj. A jeśli chcesz go mieć taniej, zaglądaj do działu "II gatunek" - można tam znaleźć świetne produkty w atrakcyjnych cenach i zaopatrywanie się tam nie jest żadną ujmą na honorze. Sama często to robię i bardzo sobie chwalę :)






2. klipsy do wózka Dreambaby

Skoro już mam ten boski otulacz, dobrze by było mieć możliwość zamocowania go do wózka. Na początku próbowałam go przywiązywać do rączki gondoli, ale nie oszukujmy się: było to upierdliwe. Pewnego dnia, buszując po sklepach internetowych, natknęłam się na klipsy do wózka znanej marki. Cena skutecznie mnie zniechęciła, ale zaczęłam szukać alternatywy. Z pomocą przyszedł sklep Smyk, w którym znalazłam klipsy Dreambaby (klik). Komplet 4 sztuk w bardzo przyzwoitej cenie, różne kolory. Czy się przydają? Bardzo. Do mocowania otulacza w celu ochrony przed słońcem (zarówno do wózka, jak i fotelika samochodowego), ale też do zabezpieczenia kocyka w gondoli, wszak moje dziecię tak wierzga nogami, że kocyk ciągle ląduje nie tam, gdzie powinien. Idealne do mocowania zabawek. Myślę, że klipsy przydadzą się też w warunkach domowych, np. do przyczepienia różnych przedmiotów w łóżeczku. Tej opcji jeszcze nie próbowałam, ale wszystko przed nami.




3. otulacze flanelowe Motherhood

Otulaczowego szału ciąg dalszy. Firmę Motherhood cenię bardzo, zresztą mam mnóstwo jej produktów, od poduszki ciążowej, przez śpiworki, po flanelki i wielofunkcyjne woreczki Mon Petit Bleu. Zaopatrzyłam się więc dodatkowo w otulacze muślinowe (bawełniane) oraz otulacze flanelowe. O ile te pierwsze potrzebują jeszcze trochę miłości (i prania), żeby nabrać miękkości, to flanelowe są genialne już od samego początku. Spore, miękkie, idealne na leciutki kocyk albo miękkie prześcieradło (idealny do tego wymiar 120 x 80 cm). Co więcej, aktualnie trwa wyprzedaż starszych wzorów i otulacze można kupić nawet za połowę ceny - o tu (klik). Ogólnie warto poszperać na stronie Motherhood, bo można kupić wiele przydatnych i dobrych jakościowo produktów w bardzo korzystnych cenach, jak np. 29 zł za ochraniacz na szczebelki łóżka. Ja swój już zamówiłam, teraz czas na Ciebie!





4. szczotka do włosów Lullalove

Kocham tę firmę, to nie ulega wątpliwości. I gdy już nasza stara szczotka do perełkowej łepetyny zaczęła działać mi na nerwy (kompletnie nie była w stanie wyczesać ciemieniuchy), zamówiłam szczotę Lullalove. Elegancka, drewniana rączka i naturalne włosie. Wrażenie estetyczne - rewelacja. Czy wyczesuje? Jest na tyle szorstka, że z ciemieniuchą radzi sobie świetnie i jednocześnie na tyle delikatna, że nie podrażnia skóry głowy. Dodatkowo w zestawie dostajemy myjkę muślinową (tak tak, te same wzory i materiał co otulacz) - genialna do kąpieli albo choćby jako chusteczka do wycierania buźki. Często służy nam też jako... zabawka i przytulanka. Zestaw idealny. A że jestem pazerna i lubię mieć na zapas, zamówiłam też drugi komplet... Szczotkę w zestawie z myjką znajdziecie tutaj. Pssst! Tu też można polować na II gatunek!



5. nawilżane chusteczki w pudełku Babydream

Chusteczki w plastikowym pudełku. Co w nich nadzwyczajnego? Otóż Rossmann zmodyfikował konstrukcję pudełka i teraz otwór do wyciągania chusteczek jest wyposażony w elastyczny element, który zapobiega "uciekaniu" chusteczek do środka opakowania (w poprzedniej wersji mieliśmy po prostu plastikowy, owalny otwór). Dodatkowo "guziczek" do otwierania pudełka jest inny, zdecydowanie wygodniejszy. Mała rzecz, a cieszy! W środku jak zwykle moje ulubione chusteczki Babydream Extra Sensitive (te różowe; klik). Dobry skład, żadnych świństw, łagodnie obchodzą się z pupą. Oczywiście pudełko jest wielokrotnego użytku i bardzo ułatwia korzystanie z chusteczek przy każdej zmianie pieluchy czy też wycieraniu rąk. Dla mnie - absolutna podstawa, nigdy więcej opakowania z chusteczkami walającego się luzem po szafce i wymagającego zaklejania po każdym użyciu!




6. naszyjnik - gryzak Mami Love

Jesteś mamą. Bierzesz swoje dziecko na ręce, to oczywiste. Nosisz w chuście lub nosidle, albo po prostu na rękach (ojjj, moje plecy...). Na początku dziecko po prostu podróżuje sobie i przytula do mamy, ale na pewnym etapie rozwoju zaczyna przejawiać zainteresowanie tym, co wisi na maminej szyi. Jeśli jest to wisiorek z drogocennego kruszcu - biada mu. Perełka już tysiąc razy szarpała mnie za wisiorek i próbowała go obśliniać. I wtedy... Zamówiłam biżuterię z silikonowych elementów, która pełni też funkcję gryzaka dla dziecka. Prosta konstrukcja (choć są też bardziej wymyślne!), bezpieczne elementy, atrakcyjne ceny - to wszystko znajdziecie u Mami Love. Teraz możemy się nosić do woli, a dziecko ma zajęcie w postaci takiego właśnie wisiorka.



Wszystkie te produkty mogę Wam z czystym sumieniem polecić. U mnie sprawdzają się doskonale i są w codziennym użyciu już od jakiegoś czasu. Mam już też na oku kolejne "ofiary" zakupowe. Czy wiecie, że moje dziecko jeszcze nie dorobiło się pościeli? Mam w tej kwestii ciężki orzech do zgryzienia, bo zarówno Motherhood, jak i Lullalove mają boskie komplety pościeli, więc decyzja nie będzie należała do łatwych. Jedno jest pewne - jak już dokonam tego trudnego wyboru, na pewno dowiecie się czy był on trafiony. Oprócz pościeli jeszcze gryzaki, zabawki, może jakaś bluza dla dwojga (do noszenia się w chuście). Oj, będzie się działo. Dobrze, że mamy z Tatą po 30-tce rozdzielność majątkową ;)

Mili Moi, ogłaszam wszem i wobec, że artykuł nie jest sponsorowany, chyba że przez ZUS ;)
Czy Wam też ostatnio udało się upolować coś ciekawego? Pochwalcie się! Może i ja się skuszę!


wtorek, 8 listopada 2016

Wyprawkowo: urodzinowe zakupy u Lullalove

Często obiecuję sobie, że ze względu na pewne założenia budżetowe ograniczę trochę zakupy z gatunku "niekoniecznie niezbędnych w danym momencie". A potem wchodzę na fejsa, widzę jakąś super promocję i wszelkie postanowienia biorą w łeb. Tym razem "padłam ofiarą" urodzinowej promocji w Lullalove - z okazji trzecich urodzin przebojowej zabawki MR B (określenie "zabawka" jest tu mocnym uproszczeniem) można było liczyć na spory rabat, gratisy i darmową dostawę. Nie mogłam tego tak po prostu zignorować :-)




Zamówiłam klasyczną wersję bohatera całego zamieszania, czyli MR B w postaci sensorko-termoforo-zabawki, gryzak kauczukowy z bambusowym śliniakiem i wielofunkcyjne zawieszki ToGo. Gratisem do zamówienia był spory, porządny, papierowy skandynawski worek, który posłuży nam zapewne do przechowywania podręcznych zabawek, a także balonik z MR B.




Pierwsze, co rzuca się w oczy, gdy tylko otwieramy przesyłkę, to bardzo estetyczna forma zapakowania przedmiotów. Każdy produkt ma swój kartonik - porządny, ładny i, co najważniejsze, ze znaczkiem "Made in Poland". Tak tak, Lullalove to polska marka, trzeba o tym pamiętać i tym bardziej stawiać na rodzime produkty. Kartonowe opakowania nie tylko chronią zawartość przed ewentualnymi uszkodzeniami w transporcie, ale też powodują, że produkty Lullalove prezentują się bardzo efektownie i tym samym świetnie nadają się na prezent. Oj, chciałoby się dostawać takie podarki, a przecież Boże Narodzenie zbliża się wielkimi krokami :-)


SuperZabawka MR B




Takie coś. Z pozoru śmieszne. Ale jednak w jakichś powodów dzieci w różnym wieku, właściwie już od pierwszych miesięcy życia, darzą tego jegomościa ogromną sympatią. Świadczą o tym niezliczone ilości pozytywnych opinii, które możemy znaleźć w sieci. Jeszcze kilka lat temu byłby wytykany palcami, ale teraz świadomość rodziców jest już znacznie większa, więc z pewnością docenią kontrastowe kolory, metki o ciekawej fakturze czy szeleszczącą nóżkę. Na spodzie MR B ma duży otwór, w którym spokojnie zmieści się dłoń rodzica - więc może nam służyć też jako pacynka. Ale funkcja zabawki to tylko przykrywka. MR B w tej postaci jest także termoforem przydatnym w walce z kolką, ale także np. do rozgrzania dziecka podczas zimowego spaceru. We wnętrzu zabawki możemy umieścić wkład solny wielokrotnego użytku, który rozgrzeje naszego MR B do przyjemnej, ale nie za wysokiej temperatury. Gdy wkład przestanie grzać, wystarczy wygotować go we wrzątku i będzie on nadawał się do ponownego użycia. Dodatkowo do MR B dołączona jest obrazkowa instrukcja wykonywania masażu brzuszka noworodka. SuperZabawkę MR B kupicie TUTAJ. Wychodzi na to, że ten niepozorny pluszak o nietuzinkowej aparycji okaże się wielofunkcyjnym przyjacielem na lata. Na razie muszę go jednak ukrywać przed psem, który wciąż nie rozumie, że w domu zaczynają się pojawiać zabawki, które nie są przeznaczone do kontaktu z terierowymi zębami... :-)


SupeRRO Baby Hevea




Jak zwykle kupiony trochę na wyrost, bo przecież Perełka jeszcze uparcie siedzi w brzuchu. O gryzakach Lullalove słyszałam już wiele dobrego i tak naprawdę od dawna marzyłam o legendarnym już gryzaku drewnianym z serii Gryzole - a jak przyszło co do czego, zamiast drewnianego zamówiłam kauczukowy... SupeRRO Baby Hevea to połączenie gryzaka z naturalnego kauczuku i śliniaczka z tkaniny bambusowej. Gryzak jest miękki, mocowany do śliniaka za pomocą napy. Sam śliniak jest bardzo przyjemny w dotyku i estetyczny, również zapinany na napy, z dwustopniową regulacją obwodu. Myślę, że będzie to niezastąpione rozwiązanie, gdy tylko dotknie nas koszmar zwany ząbkowaniem... Kauczukowy gryzak ze śliniaczkiem obejrzycie i zamówicie TUTAJ.


Wielofunkcyjne zawieszki ToGo




Może i jestem trochę gadżeciarą, ale ten element zamówienia naprawdę oprócz wyglądu charakteryzuje się funkcjonalnością, którą doceni każdy rodzic. ToGo to komplet dwóch elastycznych zawieszek o regulowanej długości. Sprawdzą się podczas spaceru, do zamocowania kocyka, zabezpieczenia ulubionego pluszaka przed upadkiem czy rękawiczek przed zgubieniem. Oprócz spaceru - również w domu czy podczas podróży samochodem. Wszędzie tam, gdzie chcemy łatwo coś przymocować i uchronić przed upadkiem, zsunięciem czy zgubieniem. Ogranicza nas tylko nasza własna pomysłowość, w myśl zasady "potrzeba matką wynalazku". Kolorystyka zawieszek jest bardzo zróżnicowana - mamy do wyboru aż 10 różnych wzorów, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Tak naprawdę wszystkie są ładne, ale musiałam wybrać krokodyle. Wiadomo - gady... :-) Zawieszki ToGo kupicie TUTAJ.


Czy jestem zadowolona z zakupów? Bardzo. No może byłabym bardziej zadowolona gdybym takie cuda dostała w prezencie, ale moje otoczenie jeszcze nie do końca jest wyedukowane w tej kwestii i nie wie co, jako przyszła mama, chciałabym widzieć w naszej wyprawce. Dlatego jeśli macie w pobliżu rodziców z maluchem i nie wiecie co kupić w prezencie, MR B lub zawieszki ToGo będą dobrym wyborem, gwarantującym zadowolenie obdarowanych. Warto o tym pamiętać, bo do Świąt Bożego Narodzenia jest już coraz mniej czasu. Ja już też chyba zacznę pisać swój list do Świętego Mikołaja. Podrzucę mu kilka linków ze sklepu Lullalove :-)

czwartek, 13 października 2016

Wyprawkowo: dinozaury dla dziewczynki?!

Nie od dziś wiadomo, że spodziewamy się z Ukochanym córeczki, Perełki. Perełka oczywiście ma już wybrane imiona, ku naszemu zadowoleniu rozwija się prawidłowo. Dramatycznie też skraca się czas, w którym do nas dołączy. Wg terminu - niecały miesiąc, ale jako że Perełka ustawiła się pupą do "wyjścia" i nic nie wskazuje na to, żeby miała się jeszcze obrócić do prawidłowej pozycji ewakuacyjnej - grozi nam poród przez cesarskie cięcie, czyli zapewne poznamy się bliżej jeszcze przed terminem...


Ale do rzeczy. Ku zdziwieniu, a czasami i przerażeniu dalszego otoczenia (bo rodziny już nic nie zaskoczy) w perełkowej wyprawce oprócz słodkiego różu, motywu misiów i króliczków pojawiają się też masowo... dinozaury. Wprawdzie wyginęły już dawno temu, ale na niemowlęcej garderobie i akcesoriach na szczęście mają się świetnie. Dlaczego na siłę uszczęśliwiam małą dziewczynkę dinozaurami? Sprawa jest banalnie prosta i jednocześnie dość dziwaczna, jak ja i my wszyscy tu dookoła :-) Otóż wiele lat temu moja kochana Siostra nadała mi pseudonim operacyjny "Gad", ze względu na mój, nazwijmy to, specyficzny charakter :-) Na początku strasznie mnie to irytowało, później przywykłam, a jeszcze później to pokochałam, więc w moim otoczeniu zaczęły się pojawiać elementy z gadami, głównie biżuteria. Gdy natomiast okazało się, że jestem w ciąży, zanim jeszcze poznaliśmy płeć dziecka, zostało ono z miejsca ochrzczone "Małym Gadem" i moja Siostra rozpoczęła gorączkowe poszukiwania śpioszków, kaftaników i zabawek w krokodyle i przede wszystkim dinozaury właśnie. Tak oto odgórnie zapadła decyzja, że nasze maleństwo oprócz motywów typowo dziewczęcych, będzie "uszczęśliwione" również gadami różnej maści :-)


Jakie było moje zdziwienie i radość jednocześnie, gdy pewnego dnia buszując po Facebooku natknęłam się na zdjęcia przytulanek z mojej ukochanej konfiguracji materiałowej bawełna + minky, ale tym razem oprócz kotków, słoników i żyrafek (którym oczywiście też niczego nie brakowało) zobaczyłam mroczny obiekt pożądania. Długa szyja, grzbiet, ogon... Tak jest, dinozaur we własnej osobie! Autorem tego cuda okazała się przemiła pani z Leniuchowe minky (KLIK). Nie mogłam się powstrzymać :-) Ogromnym plusem zamówień u Leniuchowe minky jest to, że możemy dowolnie zestawiać wybrane przez siebie wzory i kolory materiałów, w ramach dostępnego katalogu. To daje pole do popisu. Zdecydowałam się na połączenie bawełny w czarno-białe zygzaki (czyli kontrastowe zestawienie kolorystyczne w sam raz dla zupełnego maluszka) z wrzosowym minky. Złożyłam zamówienie i cierpliwie czekałam. Realizacja trwała dosłownie chwilkę i już po paru dniach mogłam się cieszyć z przesyłki. W środku, oprócz upragnionego dinozaura, czekały na mnie aż trzy niespodzianki. Po pierwsze: gryzako - zawieszka przymocowana do tasiemek sensorycznych. Po drugie: dinozaur ma wszytą grzechotkę, jestem zachwycona! I po trzecie: w prezencie otrzymałam szeleścik wykonany z tych samych materiałów, więc mam super komplet zabawek. O wiele fajniejszy i bardziej funkcjonalny niż się spodziewałam! Jeśli zaś chodzi o samo wykonanie zabawki, jest ono absolutnie perfekcyjne. Poniżej możecie ocenić we własnym zakresie :-)








Gorąco zachęcam Was do zapoznania się z ofertą Leniuchowe minky (przypominam: KLIK). Jestem przekonana, że każdy znajdzie tam coś dla siebie i dla swojego dzieciątka - a możliwość współuczestniczenia w tworzeniu własnej zabawki (w postaci wyboru materiałów) daje nam dodatkową satysfakcję. Polecam! A tymczasem lecę szukać kolejnych dinozaurów :-)

sobota, 8 października 2016

Wyprawkowo: cudaczny Cudak Mom’s Care – może też na prezent?

Tak się akurat składa, że wśród naszych znajomych występuje właśnie istny wysyp dzieci. Nie umawialiśmy się, po prostu tak wyszło. Ciągle okazywało się, że jeszcze ci spodziewają się maluszka, a potem że tamci. Po prostu komedia ;-) Niedługo wybieramy się z wizytą do jednego z takich maluchów, urodzonego w lipcu. Oczywiście podstawą jest prezent dla nowego obywatela – to jest taka sama frajda jak kupowanie gadżetów dla swojego rezydenta brzucha. Miałam już kupioną książeczkę kontrastową i grzechotkę, ale brakowało mi jeszcze jednego elementu. Czegoś oryginalnego, pomysłowego i wszechstronnego. Zaczęło się wertowanie Internetu…




Szukam, przeglądam, patrzę, a tu takie dziwne coś: uszy (?), oczy, główka z lusterkiem, nóżki. Niezła kombinacja, nie ma co! Producent słusznie nazwał to stworzenie Cudakiem. A producent nie byle jaki, bo polski. Jak zapewne pamiętacie, jestem wielką fanką polskich firm, bo trzeba wspierać to, co nasze. A tu, choć marka Mom’s Care brzmi „obco”, jej właścicielem i producentem jest jak najbardziej krajowa firma Hencz Toys. OK, zobaczymy… Na wszelki wypadek kupiłam dwie sztuki: jedną dla synka znajomych, a drugą dla naszej Perełki, żeby nie była poszkodowana jak już zdecyduje się do nas dołączyć. Samego Cudaka chyba muszę opisać w podpunktach, żeby było czytelnie i żeby niczego nie pominąć…




A więc nasz Cudak Mom’s Care, patrząc od góry, wygląda następująco:
  • uszy wykonane są z jednej strony z materiału typu „dresówka”, a z drugiej - frotte
  • jedno ucho ma plastikowy klips, przy pomocy którego zabawkę możemy zamocować np. do wózka
  • drugie ucho ma plastikowy gryzak, który może też pełnić funkcję zaczepu i który wreszcie możemy zdemontować (ucho ma zapięcie na napę) i w jego miejsce wstawić np. ulubiony smoczek malucha lub cokolwiek innego – ogranicza nas tylko wyobraźnia i zdrowy rozsądek ;-)
  • oczy – haftowane na materiale frotte – bezpieczne i fajne do „obłapiania” małymi paluszkami
  • głowa – frotte, z wypełnieniem, grzechotką, lusterkiem (oczywiście z PVC) i metką producenta (same atrakcje!), do tego front główki jest czarno-biały, więc noworodkowi na pewno przypadnie do gustu
  • jedna nóżka – front z minky, tył z czarno-białej bawełny plus miękkie wypełnienie i kolorowe metki
  • druga nóżka – odwrotnie: przód z czarno-białej bawełny (ale inny wzór), a tył z minky plus również trzy metki – tylko tutaj w środku zamiast miękkiego wypełnienia mamy szeleszczący materiał





Muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem jak wiele ciekawych, stymulujących rozwój maluszka, elementów udało się producentowi „upchnąć” w jednej, tak niepozornej zabawce. Tu naprawdę jest wszystko! Odnoszę wrażenie, że tak pomysłowej zabawki sensorycznej w przedziale wiekowym 0+ jeszcze nie widziałam i jestem przekonana, że będzie to hit u naszych maluchów. A póki co muszę Cudaka chować przed moim wścibskim psem, bo jak coś jednocześnie szeleści i grzechocze, to na pewno trzeba to „obejrzeć zębami”… :-)




Podsumowując, Cudak Mom’s Care jest zabawką bardzo wszechstronną, wręcz idealną. Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na zakup. Jest to doskonały pomysł na drobny prezent dla każdego malucha, w ogóle nie ma się nad czym zastanawiać, no może nad wyborem wersji kolorystycznej, bo oprócz różowej i niebieskiej (widocznych tu na zdjęciach) jest jeszcze czerwona. Co więcej, asortyment Mom’s Care jest znacznie szerszy i warto się z nim zapoznać (KLIK). Niektóre z zabawek miałam ostatnio okazję oglądać w warszawskim sklepie Świat Dziecka i jestem absolutnie zakochana w żyrafach (wybór jest trudny, bo są trzy – każda piękna) i lisku – spirali na wózek czy też na łóżeczko. Zobaczcie, bo naprawdę warto! Pomysłowe, wszechstronne, piękne, polskie – same plusy!



Kochani, przy okazji przypominam o konkursie, w którym przy bardzo niewielkim wysiłku można wzbogacić się o komplet biżuterii – szczegóły na FB: KLIK Zapraszam! Im więcej się nas zbierze, tym szybciej będę w stanie przeprowadzić kolejny konkurs, z ciekawą nagrodą od sponsora!

sobota, 24 września 2016

Wyprawkowo: postępujące uzależnienie od minky – czy to się leczy?

To już przestaje być śmieszne. Mam obsesję na punkcie materiału minky i ciągle korci mnie żeby zamawiać nowe przytulanki. Tylko dzięki resztkom silnej woli i ograniczonemu budżetowi nie zaopatrzyłam się jeszcze w kocyk lub najlepiej od razu cały komplet do wózka, wraz z poduchą. Niedawno pisałam o uroczym króliku La Millou, super fajnym serduszku autorstwa Orchisa Handmade oraz o poduszce motylek marki MimiNu. Dziś pora na kolejne dwie zdobycze, którym nie potrafiłam się oprzeć. Oto one!




Na gryzaki jest jeszcze o wiele za wcześnie. Kto normalny kupuje gryzaczek dziecku, które jeszcze przynajmniej miesiąc powinno grzecznie czekać w brzuchu? No ale fajny był, więc na co miałam czekać… Zaopatrzyłam się w gryzak na bazie niemalowanego kółeczka z drewna klonowego. Do tegoż kółeczka przytwierdzone są królicze uszy – z jednej strony minky, z drugiej bawełna. Między nimi – szeleszczący materiał. Całość estetycznie wykonana i na tyle zgrabna, że powinna się stabilnie trzymać w perełkowej łapce. Na metce marka aaKUKU, na FB polecam szukać pod hasłem Eudemon. Tym razem spośród kilku dostępnych wzorów wybrałam kolorystykę typowo dziewczęcą, tzn. malinowy róż i kwiatuszki, przesłodko. Uznałam, że moja Perełka nie może mieć samej mięty czy zieleni, w końcu coś różowego być musi, chociażby po to, żeby babcie się nie czepiały, że wychowuję „chłopczycę”…




Było mi mało, w końcu jestem pazerna. Szukałam dalej, tym razem czegoś kompaktowego, do zabawy, ale i do wtulenia się. Jest! Niedużych rozmiarów przytulanka w kształcie kurki, producent – Makaszka. Kurka również jest wykonana w już znany sposób, tj. z jednej strony minky, z drugiej bawełna. Czubek i ogonek zostały zrobione z kolorowych tasiemek, które będą pobudzały zmysły malucha. Dodatkowo, kurka została wyposażona w plastikowy gryzak, który również może posłużyć jako zawieszka do wózka czy łóżeczka. Tym razem wybrałam sobie wzór „Zielony Las”, nie mogłam się oprzeć temu zestawieniu. Jak już dobrze wiecie, jestem za tym, żeby wspierać polskich producentów, więc gorąco zachęcam do zapoznania się z ofertą Makaszki – a jest w czym wybierać. Poduchy, kocyki, wkładki do wózka, mufki… Moją absolutną faworytką jest poduszka Świnka Chudzinka – zresztą zobaczcie sami… Niewątpliwą zaletą jest to, że można wszystkie wybrane artykuły zamówić w tym samym wzorze, jednocześnie tworząc niepowtarzalny komplet akcesoriów dla maleństwa. I w tym momencie człowiek żałuje, że domowy budżet nie jest z gumy, bo chciałoby się zamówić i to, i to, i tamto…





Jak myślicie? Czy uzależnienie od minkygadżetów jest uleczalne? Czy w ogóle powinno się je leczyć? Jestem przekonana, że moja (tzn. mojej Perełki!) kolekcja będzie się powiększać, zwłaszcza że z każdym dniem coraz bardziej doskwiera mi brak w tej kolekcji jakiegoś przytulnego kocyka. Najlepiej na tyle dużego, żebyśmy mogły się pod nim schować obie, jak już będziemy razem, w długie, jesienne wieczory. Nie mogę się doczekać…





Kochani, przy okazji przypominam o konkursie, w którym przy bardzo niewielkim wysiłku można wzbogacić się o komplet biżuterii – szczegóły na FB: KLIK Zapraszam! Im więcej się nas zbierze, tym szybciej będę w stanie przeprowadzić kolejny konkurs, z ciekawą nagrodą od sponsora!